Artykuły

Uratowani

Ty i ja! Każdy z nas może określić się mianem „uratowany”. Jesteśmy uratowani, o ile podjęliśmy decyzję o przyjęciu zbawienia, które jest w Jezusie. Przyjąć je, to zyskać wszystko! „I co? To już koniec?” – może rodzić się pytanie. Przyjąłem „wczoraj” i „dziś” mam już przysłowiowy święty spokój? Jak otwierać się wciąż na nowo na to, co rzeczywistość zbawienia niesie w sobie? Jak odnawiać w sobie zdumienie i zachwyt Zbawicielem i Jego darem?

Kiedyś usłyszałam dość nietypowe określenie Eucharystii: „uczta skazanych, którzy zostali ocaleni”. Słowa te wyjątkowo sugestywnie pokazują mi, co zyskuję dzięki ofierze Jezusa na krzyżu. Uświadamiają, że w Jezusie mam odkupienie i zbawienie, na które nie zasługuję, które otrzymuję za darmo, bez którego czeka mnie to, co jest skutkiem moich grzechów – śmierć. I przeciwnie, dzięki zbawieniu w Jezusie zyskuję wszystko, zyskuję życie! Jakie to ma dla mnie znaczenie na co dzień? Co zrobić, by po każdego roku powtarzającej się wielkopiątkowej ciszy i wielkosobotniej radości żyć na co dzień zdumieniem i zachwytem nad dziełem odkupienia i zbawienia? By miało ono znaczenie dla mnie osobiście, a nie było tylko prawdą wiary nabożnie powtarzaną i mającą niewielki związek z moim życiem „tu” i „teraz”? Nie wiem, jak to jest w Twoim przypadku, drogi Czytelniku. Mnie samej, co jakiś czas na nowo, wagę zbawienia ukazują najbardziej dwie rzeczywistości. Jedna związana jest ze mną samą, moją ludzką kondycją, druga nakierowuje mnie na to, co jest – zdawałoby się – całkowicie nieadekwatną odpowiedzią Boga na mój stan. Mówiąc wprost, te dwie rzeczywistości to moja grzeszność i słowo Boże.

Kiedy wszystko idzie mi gładko, sprawnie, bez problemu, „zbawienie w Jezusie” jest prawdą, która istnieje jakby obok mnie. Owszem, ważną, ale istniejącą poza mną samą. Ważną, bo tak potrzebną tym, którzy upadają, ciężko grzeszą, nie mogą powstać. Ważną, bo będącą ostatnią deską ratunku dla alkoholików, narkomanów, przestępców. Kiedy mnie samą dotyka mój osobisty grzech, zwłaszcza taki, z którego ‒ choć bardzo chcę ‒ nie potrafię się podnieść, bądź upadam weń wciąż na nowo, wszystko zaczyna się zmieniać. Zbawienie zaczyna być koniecznie potrzebne mnie samej. Bez niego brak mi nadziei. A to, że jest mi dane całkowicie za darmo, nabiera fundamentalnego znaczenia. Oczywiście nie namawiam nikogo do celowego grzeszenia, by w konsekwencji bardziej potrzebować Bożego miłosierdzia i zbawienia. Codzienność i wrodzona słabość, konfrontowane z Bożymi przykazaniami, ze światłem, jakim Bóg chce nas obdarzać przez natchnienia Ducha Świętego, przez swoje słowo zawarte w Piśmie Świętym, same dostarczają wystarczającej ilości okazji.

Tu zbliżam się do drugiej rzeczywistości – patrząc po ludzku, nieadekwatnej reakcji Boga na mnie i moją słabość. Wiem o niej dzięki nauczaniu Kościoła, dzięki częstemu pochylaniu się na Bożym słowem zawartym w Biblii. Mnie osobiście za każdym razem bardzo mocno dotyka jednoznaczne stwierdzenie z Ewangelii Janowej: „Bóg przecież nie posłał swego Syna na świat, aby go sądził, lecz aby go zbawił” (J 3,17). Bóg Ojciec nie zaciera rąk z radości, bo oto przyłapał mnie na gorącym uczynku, jakim jest mój upadek w grzech, ale wskazuje na swojego Syna: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”( J 1,29 b). To nie ja mam „zgładzić” swój grzech, to nie ja mam poradzić sobie z jego skutkami! To Jezus wziął go na siebie, by go „zgładzić”: zniszczyć, unicestwić, sprawić, by nie miał już nade mną mocy. Co mnie upewnia w tym, że Jezus moją słabość i grzech „wziął na siebie”? Znowu słowo Boga, które mówi „Wszyscy błądziliśmy jak owce, każdy szedł swoją własną drogą, a Pan sprawił, że Jego ugodziły winy nas wszystkich” (Iz 53,6). I zaraz potem: „Mój sprawiedliwy sługa wielu uczyni sprawiedliwymi, bo on weźmie na siebie ich winy” (Iz 53,11 b). Zaraz, zaraz ‒ powie ktoś. A co z udziałem człowieka w walce z grzechem i jego skutkami? „Zwalić” wszystko na Jezusa to nie przesada? Może i przesada, ale skoro to pomysł samego Boga? Boga, który wie, że „wszyscy zgrzeszyli” ( Rz 3,23), „nie ma sprawiedliwego ani jednego” ( Rz 3,10 b). Boga, który daje mi proste recepty: wyznaj grzechy, a Ja Ci je przebaczę (por 1 J 1,9), „nawróć się do Mnie, bo cię odkupiłem” (Iz 44,22 b). Bóg nie żąda, ani nawet nie sugeruje, bym poradziła sobie z moim grzechem (ale wzywa, by unikać okazji do grzechu – por. np. Mk 9,42–47), co na ogół chcę zrobić, z marnym zresztą skutkiem. On chce tylko, bym zwróciła się do Niego i wyznała swoje grzechy. Bym przyszła z nimi do Jezusa, który już za moją winę, za mój zaciągany w nieskończoność dług wobec Bożej miłości, zapłacił odpowiednią cenę. Zapłacił hojniej, niż było trzeba. Chce bym przyszła do Niego bez lęku, skoro wzywa mnie słowami: „Nie bój się, bo cię odkupiłem!” (Iz 43,1 b).
W starożytności można było zostać sprzedanym w niewolę w sytuacji, gdy nie miało się z czego spłacić zaciągniętego długu. Bóg Ojciec mnie nie sprzeda! Pragnie, bym przyszła do Niego bez lęku, ale z wiarą. „Jeśli nie uwierzycie, że Ja jestem, umrzecie w swoich grzechach” (J 8, 24b) ‒ powiedział Jezus. Nie moje własne starania, ale wiara w Niego ‒ jedynego Zbawiciela ‒ ma moc uwolnić mnie od moich grzechów i śmierci jako ich konsekwencji. Mówiąc inaczej: to nie ja mam zająć się wykorzenieniem ze mnie grzechu i jego skutków. On Sam chce się tym zająć, On – mój Zbawiciel zapewniając mnie o tym słowami: oczyszczę cię (por. 1 J 1,9 b), uzdrowię przez moje rany (por. 1 P 2,24 b). Jezus nie czeka, bym przyszła do niego czysta, wypiękniona i wypachniona, bo dobrze wie, jaka jest prawdziwa kolejność. Słowo Boże mówi wyraźnie: „Bóg okazuje swą miłość do nas przez to, że Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). On mnie pokochał z moim grzechem, niezależnie od niego, ale ponieważ pragnie mojego szczęścia, nie chce, bym w nim trwała, nie chce, by grzech mnie zniewalał. Nie mam co udawać, że z mojego grzechu wyzwolę się sama. Mam zbliżać się do Niego, jedynego Światła i Prawdy, by On sam uczynił mnie wolną (por. np. J 8,32). Mam tak bardzo patrzeć na Niego, Zbawiciela, patrzeć poza siebie, by zawstydzenie i zasmucenie moją grzesznością ustąpiły miejsca szczęściu, według słów: „Szczęśliwi, którym odpuszczono nieprawości i którym grzechy zostały przebaczone. Szczęśliwy człowiek, któremu Pan nie wylicza grzechów” (Rz 3,7-8).

Czy tak można, ktoś zapyta? Czy mam prawo uznać, że te wszystkie słowa Bóg kieruje do mnie osobiście? Święty Paweł powiedział w jednym z listów: „Bądźcie moimi naśladowcami (1 Kor 11,1 a). W tym samym liście zadaje pytanie: „Kto poznał myśl Pana, która mogłaby go pouczać?” (1 Kor 2,16 a). I sam sobie odpowiada: „Oto my znamy myśl Pana” (1Kor 2,16 b). Oczywistym się więc staje, że mam naśladować św. Pawła (na dobry początek) w Jego słuchaniu Boga. Nasz Ojciec dla wszystkich swoich dzieci pragnie, by spędzały z Nim czas, poznawały to wszystko, co dla nas uczynił i czyni (dla Niego nie ma czasu), i z radością, świadome niezasłużonej łaski Boga, mówiły: „Oto my znamy myśl Pana”. Za świętym Pawłem więc jeszcze raz powtórzę, nieco parafrazując i rozwijając: mój Zbawiciel sam, w swoim słowie, które chce do mnie kierować (o ile zachcę go słuchać), będzie wskazywał mi, jak mam otwierać się na rzeczywistość zbawienia, które mi wysłużył, ofiarował i wciąż ofiarowuje! On pragnie, bym poznała Jego „myśl”, jego zamiary, które wyjawia mi w swoim słowie. On bez problemu znajdzie dla mnie czas codziennie, by krok po kroku ukazywać mi swoją prawdę, Prawdę, którą jest On sam (por. J 14,6 a).

A ja? Czy chcę ją poznawać? Czy chcę nad nią rozmyślać? Czy zdecyduję się wprowadzać ją w moje życie? Czy zechcę się nią dzielić z innymi? Czy chcę żyć błogosławieństwem Jezusa: Szczęśliwi ci, którzy słuchają słowa Bożego i je wypełniają (por. Łk 11,28)?

Jezus nie pragnie szczęścia tylko dla garstki, dla nielicznego grona szczególnie uprzywilejowanych. Pragnie go dla każdego tak, jak dla każdego wysłużył zbawienie. Jego dar jest w zasięgu ręki! Czy po niego sięgnę i będę się nim cieszyć? Dziś i jutro, i każdego dnia?

 

Anna Parafiniuk
artykuł pochodzi z Magazynu Chrześcijańskiego Hbr 4,12

Czytany 3105 razy Ostatnio zmieniany środa, 09 grudzień 2015 11:43
Etykiety
Share this article

Najnowsze od Anna Parafiniuk

Zaloguj się, by skomentować

STREFA WIDZA

  • VOD - oglądaj
  • Jezus na Stadionie 2015 PROMO
  • Jezus na Stadionie 2015 RETRANSMISJA
  • Kazania, konferencje, nauczania
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, grudzień 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, grudzień 2016,
  Niedziela Uwielbienia, listopad 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, listopad 2016,
  Niedziela Uwielbienia 13 listopada 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 13 listopada
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra
  • 1
  • 2
  • 3
Top