Świadectwa

Zwykły telefon, zwykła propozycja i...

Spać 2,5 godziny i wyruszyć w podróż po to, aby może czegoś doświadczyć? Po ludzku martwiłam się o wszystko – zmęczenie, głód, pogodę… Jezus zatroszczył się o wszystko.

 

 

Zaczęło się od zwykłego telefonu i zwykłego pytania czy nie zechciałabym pojechać do Lichenia, bo będzie tam o. John Bashobora? Zwykły telefon, zwykła propozycja i … niezwykła osoba? Kiedy usłyszałam jego nazwisko – pomyślałam „ale kto to jest?” Lubię wycieczki, więc powiedziałam, że jestem chętna, ale jednak muszę jeszcze to przemyśleć i odpowiedź dam następnego dnia. To był poniedziałek ... 5 dni przed wyjazdem, kiedy to wejściówki dawno były sprzedane, a osoby chcące wziąć udział w takim wydarzeniu musiały deklarować się już w styczniu.

Nazwisko Bashobora gdzieś, kiedyś obiło mi się o uszy, ale kto to właściwie jest? Będąc w tym czasie na rekolekcjach –nota bene uzdrowienia wewnętrznego – od razu zapytałam koleżankę, kto to jest i usłyszałam, że to przecież znany charyzmatyk. Naszły mnie myśli „a właściwie, dlaczego nie?” Ponoć też przez jego ręce, a może raczej dzięki jego wierze, mają miejsce uzdrowienia. Byłoby to piękne dopełnienie rekolekcji … Nieustannie potrzebujemy uzdrowienia, więc podjęłam decyzję, że jadę. Następnego dnia w rozmowie zrodziły się pewne wątpliwości czy jechać, gdyż usłyszałam, że po takich rekolekcjach kolejne „atrakcje” w postaci uzdrowienia to może przesada? Jednak zaufałam, że to Jezus poprzez drugiego człowieka zaprosił właśnie mnie na te całodniowe rekolekcje. Chciał, abym doświadczyła Jego obecności, Jego miłości!

Żeby dojechać na godzinę 9 rano musiałam wstać o 1.40 w nocy. To było dopiero wyzwanie, spać 2,5 godziny i wyruszyć w podróż po to, aby może czegoś doświadczyć? Nie wiedziałam, co tam będzie, jak to będzie wyglądać, czy w ogóle będzie to dobry czas? Po ludzku martwiłam się o wszystko – zmęczenie, głód, pogodę… Jezus zatroszczył się o wszystko. To było wspaniałe, kiedy słońce świeciło tak mocno, że ogrzewało całe ciało, aż w pewnych momentach człowiekowi było zbyt gorąco, wtedy pojawiał się ożywczy wiatr. Słońce czasem zachodziło za chmury, a gdy zaczynało robić się zimno, znowu wychodziło. Niby nic takiego, pogoda jak to pogoda, a jednak w tym wszystkim wyczuwało się troskę i działanie Pana Boga. Pierwszy raz w życiu byłam w Licheniu, niestety czasu na zwiedzanie nie było, ale wszystko, co zdążyłam zobaczyć zachęciło mnie do tego, by pojechać tam kolejny raz i dokładnie zwiedzić tak piękne miejsce. Jestem osobą, która nie zachwyca się tłumem ludzi, a wręcz drażni mnie skupisko osób, a nawet wzbudza we mnie złość. Kiedy znalazłam miejsce, w którym miałam spędzić cały ten dzień, nie byłam zachwycona. Było ciasno – krzesełko obok krzesełka, ale mimo wszystko atmosfera, która tam panowała, sprzyjająco działała na moje samopoczucie, no i oczywiście słoneczko, które nas nie opuszczało, dodawało pozytywnych myśli i energii. Jak tylko zaczęła się modlitwa, śpiew, różaniec, tłum ludzi przestał przeszkadzać, a właściwie pomagał. Czułam jedność, czułam, że Jezus się cieszy, kiedy tak wiele ludzi się jednoczy i wspólnie modli. Później konferencja, na której padło wiele mądrych słów, m. in. o tym, byśmy nie dominowali, ale żyli w relacji miłości oraz zapewnienie, że nie będzie w nas lęku, On zabierze nasz lęk i strach. Bóg nas nawiedza przez osoby, które są obok, przez osoby, które stawia na naszej drodze. Naszym zadaniem jest działać dla Jezusa, wskazywać Go innym. W Eucharystii przyjmujemy Jezusa, wtedy On jest we mnie, a więc Bóg mówi przez drugiego człowieka, bo w tej drugiej osobie właśnie jest żywy Jezus. Jezus jest we mnie! I w drugim człowieku, który Go przyjmuje.

Między konferencjami była ciągła modlitwa, wzywanie Ducha Świętego, On działał w każdym z nas. Wystarczyło się otworzyć, otworzyć serce i słuchać, co Bóg chce konkretnie mi powiedzieć. Czułam Jezusa, wiedziałam, że On jest między nami, że daje nam swojego Ducha, który też działał, zaczynał uzdrawiać nawet fizycznie, a także pojawiał się poprzez śmiech i płacz wielu ludzi.

Wtedy pojawiły się we mnie myśli – dlaczego tak konkretnie i widocznie Jezus nie działa we mnie? Dlaczego ja Go nie słyszę w swoim sercu? Inni otrzymują dar śmiechu, inni słyszą swoje imię i konkretne słowa od Boga poprzez osobę o. Johna Bashobora, a ja? A ja wierze, otwieram swoje serce, pragnę doświadczyć żywego Boga, a tu nic? Modliłam się cierpliwie czekając, ale po dłuższej chwili jednak dając za wygraną. Tracąc już nadzieję pomyślałam, że może po prostu u mnie Bóg działa na tyle delikatnie, że ja tego nie czuję, albo może nie potrafię się tak całkowicie otworzyć? Przyjęłam to w przekonaniu, że Bóg wie wszystko, wie jak zadziałać, w którym momencie i przez kogo.
Kiedy według programu zbliżała się godzina na obiad i część osób udała się na poszukiwania posiłku, wtedy zaczęła się kolejna konferencja i modlitwa. Ojciec John Bashobora prosił, abyśmy nałożyli ręce na głowę osoby obok i modlili się słowami, które on mówił. Obok mnie była tylko koleżanka, za którą ja się modliłam, a ona za osobę po swojej lewej stronie. Po mojej prawej stronie nikogo nie było, było mi strasznie przykro. Modliłam się za koleżankę z zamkniętymi oczami i czułam, że coś we mnie się dzieje. Potrzebowałam, aby ktoś modlił się za mnie i nagle poczułam rękę na swojej głowie. Nie wiedziałam czyja dłoń spoczywała na mojej głowie, ale czułam moc modlitwy. Czułam, że całe wnętrze mojego ciało przeszywa ciepło, a nawet gorąco, które w jakiś, niewiadomy dla mnie sposób uzdrawiało całą mnie, całe wewnętrzne i niewidzialne choroby oraz zranienia duszy. To była najpiękniejsza chwila, łzy leciały i wcale nie chciałam ich powstrzymywać, to były początki łez oczyszczenia. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. To było działanie żywego Boga poprzez drugiego człowieka, który otworzył się i przyjął fakt, że ktoś potrzebuje Boga, przez jego ręce i jego modlitwę. To był wolontariusz, o którym nic nie wiem i którego więcej nie spotkam, ale któremu podziękowałam za modlitwę i o którym ja nie zapomnę w swojej modlitwie. Później podczas dalszej modlitwy uwielbienia popłynęły dalsze łzy oczyszczenia. Jezus działał, uzdrawiał fizycznie tych, którzy tego potrzebowali i pokazywał, że wystarczy wierzyć, a przede wszystkim otworzyć się, by On mógł leczyć nasze zranienia. Moje uzdrowienie nie było widoczne, ale pełna nadziei chcę codziennie oddawać Jemu swoje życie i zbierać owoce uzdrowienia, bo wierzę, że On przygotował dla mnie wiele dobra. A moje życie to droga, która ma prowadzić do świętości. Chwała Panu!

Marzena.

Czytany 4633 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 08 grudzień 2015 11:49
Share this article

About author

Joanna Nowak
Zaloguj się, by skomentować

STREFA WIDZA

  • VOD - oglądaj
  • Jezus na Stadionie 2015 PROMO
  • Jezus na Stadionie 2015 RETRANSMISJA
  • Kazania, konferencje, nauczania
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, grudzień 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, grudzień 2016,
  Niedziela Uwielbienia, listopad 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, listopad 2016,
  Niedziela Uwielbienia 13 listopada 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 13 listopada
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra
  • 1
  • 2
  • 3
Top