niedziela, 15 maj 2016 00:00

Pani doktor była w szoku

Chciałabym się podzielić świadectwem, a właściwie łaską, jaka nas dotknęła po spotkaniu JNS 2015. Zacznę od początku. W listopadzie 2014 roku urodził się nam synek. Poród prawidłowy, 10 punktów w skali Apgar. Wszystko do 3 miesiąca przebiegało dobrze. Synek rozwijał i rozwija się prawidłowo. Jednak przypadkowo wyniki krwi, jakie zrobiliśmy ze względu na przedłużającą się żółtaczkę, były bardzo podwyższone i  wskazywały na bardzo ciężką chorobę genetyczną (lekarz powiedział ze na 99% syn jest chory). Wszyscy nie mogliśmy w to uwierzyć. W międzyczasie dowiedziałam się, że w tym roku odbywają się rekolekcje na stadionie, które prowadzi ojciec John Bashobora. Od razu zarezerwowałam bilety.

Następnie zaczęły się spotkania ze specjalistami, badania genetyczne, biopsje. Niestety wyniki nadal rosły. W maju wylądowaliśmy w szpitalu, tam zrobiono nam badania genetyczne. Wynik, który otrzymaliśmy w czerwcu, nie potwierdził ani nie wykluczył choroby. Lekarz prowadzący wyznaczył biopsję na wrzesień 2015r. To badanie ostatecznie miało potwierdzić, czy synek jest chory.

W końcu nadszedł dzień rekolekcji. Podczas pobytu na stadionie, mimo że było ciężko (upał ponad 30 stopni), cały czas gorąco się modliliśmy z mężem w intencji naszego synka. Nie wzięliśmy go ze sobą, bo wiemy, jak reaguje na tak duże skupiska ludzi oraz dużą ilość bodźców, zresztą miał wtedy 8 miesięcy. Mieliśmy przy sobie jego zdjęcie. Cały czas bardzo mocno wierzyliśmy,  że modlitwa z o. Johnem oraz Pan Bóg wysłucha nas i pomoże.

We wrześniu przyszedł czas na zabieg w szpitalu i ostateczne potwierdzenie bądź wykluczenie choroby. Zrobiliśmy też wyniki badań z krwi, okazało się ze zaczęły spadać, ale nadal były wysokie. To nas trochę podniosło na duchu. W szpitalu synek zachowywał się bardzo dobrze. Spał w nocy mimo ciężkich warunków, jakie panowały w szpitalu, był spokojny. Poprzedni pobyt w maju zniósł o wiele gorzej. Nadszedł dzień zabiegu, który był przeprowadzony w znieczuleniu ogólnym. Na szczęście dziecko bardzo szybko doszło do siebie po zabiegu. Lekarz powiedział, że mamy czekać na wyniki około miesiąca.

23 października dostaliśmy wynik, który jednoznacznie potwierdził, że synek nie jest chory!!! Był to najlepszy dzień w naszym życiu. Pani doktor była w szoku (najprawdopodobniej to pierwszy taki przypadek w jej karierze).

Jestem przekonana, że spotkanie JNS oraz silna wiara i modlitwa bardzo nam pomogły. Muszę dodać, że w międzyczasie bardzo dużo osób modliło się za naszego synka. Zamawialiśmy wiele Mszy za jego wyzdrowienie, sama również modliłam się nowenną pompejańską.

Bardzo wszystkim polecam tego typu formę modlitwy, jaką były rekolekcje. Przeżycie jest nie do opisania, czuje się taką jedność z wszystkimi ludźmi, którzy się modlą. Ojciec John jest osobą niezwykłą. Czuje się moc w jego słowach. Tylko trzeba bardzo mocno wierzyć i zaufać Panu Bogu, który na pewno nam pomoże. Za to Chwała Panu!

Mama zdrowego synka 

Dział: Świadectwa
środa, 04 maj 2016 00:00

Czułam się jakaś taka spokojna.

Pan dotknął mnie na tych rekolekcjach namacalnie. Muszę powiedzieć, że do tej pory byłam dwa razy na rekolekcjach charyzmatycznych, ale z ojcem Jamesem Manjackalem. Widząc, co dzieje się na nich, zawsze byłam przestraszona, tzn. bałam się upadku, zawsze myślałam jak Ci ludzie upadają, bałam się, że może coś im się stać, np. mogą się połamać ;-) I tak sama się modliłam do Ducha Świętego: Duchu Święty, przyjdź do mnie, ale nie chce upaść ;-) Potem miałam taki okres, że nie chodziłam na Msze wstawiennicze, bo bałam się upadku, tego, że może coś ze mną nie tak, bo są przecież opętania, zniewolenia, ale tak naprawdę ciągle czułam się źle z tym, że nie mogę przełamać tej bariery lęku. Po jakimś czasie przyszła do mnie myśl, że muszę to przełamać, nie może tak być, że ciągle się boję, przecież Pan Bóg nie zrobi mi krzywdy. A że staraliśmy się z mężem jakiś czas o dziecko, oczywiście bezskutecznie (wizyty u różnych lekarzy i nic), wpadłam na pomysł, że poszukam w Internecie, może są jakieś rekolekcje dla takich małżeństw. Wpisałam, patrzę, a tu są, dopiero pojawiła się wstępna informacja na ich temat. Mówię do męża, musimy na nie pojechać. I tu pojawiła się przeszkoda, bo w tym czasie mieliśmy wesele siostry ciotecznej męża, ale w końcu zrezygnowaliśmy z niego.

Bardzo się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, kto prowadzi rekolekcje, bo słyszałam o księdzu Johnie, gdyż moja kuzynka pięć lat starała się o potomstwo, pojechała na rekolekcje z księdzem Jonem i została uzdrowiona. Ma teraz roczną córkę ;-) Będąc na rekolekcjach pierwszego dnia cały czas się bałam, na drugi dzień przed sakramentem namaszczenia poszłam do spowiedzi, opowiedziałam swoją historię księdzu, o swoich myślach i lękach, a On powiedział: "Nie bój się, Pan to wszystko widzi, jesteś czysta, to szatan w tym momencie boi się Ciebie". Odeszłam od konfesjonału wolna, tzn. lęk odszedł, czułam się jakaś taka spokojna.

Kiedy było nałożenie rąk, podeszłam do kapłana spokojnie, On nałożył na mnie ręce i stało się, miałam spoczynek w Duchu Świętym. Pan położył mnie lekko na posadzkę, czułam się cudownie, czułam jak Duch Święty porusza się we mnie, zaczęłam się śmiać. Przez dwa kolejne dni też miałam spoczynki, już się ich nie bałam, wręcz przeciwnie, czekałam z utęsknieniem na Ducha Świętego, a On przychodził ze swoją mocą. Przed jednym ze spoczynków ksiądz John powiedział: "Pan otwiera Ci łono". Ja pomyślałam: "Duchu Święty, jeśli mnie teraz uzdrawiasz, to przyjdź do mnie teraz" i Duch Święty przyszedł, zostałam uzdrowiona!!!

Przedwczoraj zrobiłam test i okazało się, że jestem w ciąży :-) Przekonałam się, że trzeba żyć wierząc, wystarczy zaufać Panu, który jest samą Miłością i Mocą. To były wspaniałe i niezapomniane rekolekcje. Teraz czekam na obiecane przez siostrę zorganizowanie chrztu dla dzieci, które poczną się po tych rekolekcjach, a myślę, że będzie ich gromadka ;-) ;-) :-) Proszę też o modlitwę za mnie i dziecko, które noszę w swoim łonie. Pozdrawiam serdecznie, Paulina

Dział: Świadectwa
wtorek, 26 kwiecień 2016 00:00

To był dla mnie czas wielkiej walki duchowej.

Jeszcze kilka miesięcy temu nie myślałam nawet, że mnie to spotka, że nas to spotka! Jadąc na rekolekcje, nawet w dzień wyjazdu, miałam wiele wątpliwości, właściwie to nawet wolałam tam nie jechać, jednak wszystko złożyło się tak, że dotarliśmy na czas. To był dla mnie czas wielkiej walki duchowej.

Nasza historia zaczęła się kilka lat temu, poznaliśmy się z Mężem, zakochani, oszaleliśmy za sobą, a Boga w sobie skutecznie zagłuszyliśmy na jakiś czas. Wtedy to myśl o potomstwie była dla mnie straszna, nie chciałam mieć dzieci, wolałabym wszystko tylko nie to. Wzięliśmy ślub, wyprawiliśmy szalone wesele, a później zaczęło się coś przedziwnego, okazało się, że odczuwaliśmy ogromną pustkę.

Po wielu rozmowach zdecydowaliśmy, że postaramy się o dzieci. I tu właśnie zaczęła się droga naszego nawrócenia, pomyślałam, że chciałabym aby moje dziecko poczęło się w czystości i z Bogiem. Zaczęliśmy chodzić na spotkania wspólnot, to był intensywny czas w

naszym życiu, zaczęliśmy się modlić razem, nigdy wcześniej tego nawet nie widzieliśmy u nas w rodzinach - żeby nasi rodzice klęczeli razem modląc się. Poczuliśmy, że jesteśmy blisko Boga, dlatego myślałam, że poczęcie dziecka to będzie tylko chwila. Myliłam się, czekaliśmy na te wiadomość dwa lata.

Kiedy na rekolekcjach modliliśmy się wiedziałam, że zostałam uzdrowiona duchowo, przeprosiliśmy Boga za to nasze wcześniejsze życie. O. Bashobora mówił o uzdrowieniach, o osobach, które tego doświadczą - bałam się pomyśleć, że to my tego doświadczymy, jednak gdzieś w głowie miałam tę nadzieję.

Teraz jestem w 2 miesiącu ciąży. Nie mamy wielkich perspektyw na przyszłość, ani własnego mieszkania, zdolności kredytowej, ani dobrej pracy. Jesteśmy jednak szczęśliwą chrześcijańską rodziną, mieszka z nami Jezus - i to jest wszystko czym człowiek może być bogaty :)

Pozdrawiam Ewa

Dział: Świadectwa
piątek, 15 kwiecień 2016 00:00

I jest nas więcej....

Bóg jest Wielki!:) i jest nas więcej...

Zacznę od tego, że w naszych domach nie otrzymaliśmy biblijnego wzorca ojcostwa i macierzyństwa, więc pomimo trwania przy Bogu i przyjęcia sakramentu małżeństwa, nie do końca potrafiliśmy odnaleźć się w nowej sytuacji małżonków. Ze staraniami o potomstwo było ciężko, przeszkody dotyczyły głównie zranień wewnętrznych.

Te rekolekcje były dla nas wielkim oczyszczeniem i zarazem nawróceniem. Po raz pierwszy od zawarcia naszego małżeństwa (ok. 1 rok) potrafiliśmy usiąść z żoną i szczerze porozmawiać, i ta rozmowa wiele wyjaśniła, wiele pootwierała i była namaszczona Duchem Świętym. Poznaliśmy bliżej Boga, zaczęliśmy bardziej ufać Jego Słowu i zupełnie inaczej czytać Pismo Święte. No i od ok.7 tygodni (czyli dokładnie po rekolekcjach) jesteśmy w stanie błogosławionym:)

Dziękujemy bardzo za zorganizowanie tak wielkiej uczty duchowej i merytorycznej, za posługę i za każdego, kto choćby w najmniejszym stopniu przyczynił się do tych rekolekcji. Szczególne podziękowania dla Kapłanów z o.Johnem na czele, za poświęcony czas i przyprowadzanie nas przed Boży Ołtarz. Prosimy o modlitwę za nasze dziecko i pozdrawiamy gorąco.

Tomek i Justyna

Dział: Świadectwa

Wspaniały czas.  Trwanie w obecności Jezusa poruszyło moje serce całkowicie.

Mogę powiedzieć, że żyje we mnie Jezus, tak Wspaniały i Kochany.

Moje serce zostało przemienione dla Jezusa. Otworzyłam bramy nowego, wspaniałego rozdziału w moim życiu.

Zrozumiałam, jak bardzo ważne jest trwanie w Słowie Bożym, życie tym Słowem, nasiąknięcie nim do głębi, bo tam znajduję odpowiedź na wszystkie moje pytania, drogowskazy mojego życia. Ja teraz pragnę tego Słowa, jak ziemia zeschła, pragnie wody na pustyni.

Jeszcze bardziej uświadomiłam sobie zadanie apostoła Jezusa, chcę zanieść Go wszędzie tam gdzie Go nie ma.

Jezus pokazał mi moje zadanie: kochać Jego miłością wszystkich, a z miłości wszystko wypływa.

Uświadomiłam sobie, że Niebo zostało otwarte i Duch Święty przenika moje człowieczeństwo, wszystko zależy od mojej wiary i otwartości. To jest niesamowite jak wiele chce nam dać Jezus.

Alina.

Dział: Świadectwa

Dziś pragnę zaświadczyć i na sobie, i swojej rodzinie, że Bóg dotyka! Bóg jest Bogiem żywym i prawdziwym!  

Bóg nas kocha i daje prezenty rodzinom, osobom, które nie mogły pojechać z różnych względów na rekolekcje. 
Niestety ja nie miałam możliwości wzięcia udziału w rekolekcjach charyzmatycznych z o.Johnem Bashoborą  17-21.08.2015 w Zambrowie. Pojechał TYLKO i AŻ mój mąż! Przez chwilę nie żałowałam, że muszę zostać w domu z dziećmi, wręcz przeciwnie moje serce wypełniała radość, że Pan pozwolił, by chociaż mąż wziął w nich udział. Oczywiście poprosiłam męża, by się pomodlił za naszą rodzinę ;) 
Nie spodziewałam się takich prezentów, jakie otrzymałam od Boga! Kilka prezentów w ciągu tygodnia, WOW! CHWAŁA CI, PANIE, ZA TWOJĄ MIŁOŚĆ I MIŁOSIERDZIE! Tego to się nie spodziewałam!

1 Prezent! 
Przed rekolekcjami nasze dzieci, a w szczególności  młodszy syn (7 lat) co noc przychodził do nas do łóżka w godzinach między 02 a 06 w nocy. Już od pierwszej nocy rekolekcji 17/18.08 śpi spokojnie, jak dziecko całą noc:) gdzie zawsze, jak mąż wyjeżdżał, to dzieci tym bardziej spały niespokojnym snem, przychodząc do mnie w nocy.  Chwała Panu!

2 Prezent! 
W sumie do trzeciego dnia rekolekcji panowała u nas w domu dość nerwowa atmosfera, ja się wszystkim bardzo denerwowałam i chodziłam rozdrażniona. Oczywiście mój nastrój udzielił się również dzieciom:/ W czwartek od samego rana było zupełnie inaczej, spokojniej… spędzaliśmy ze sobą aktywnie czas. Podczas dnia rozmawiałam z dziećmi o tym, że są pewne symbole, które muszą znać i wiedzieć, że podchodzą od złego. Zdziwiło mnie, zachowanie starszego syna (10 lat), gdy sam zaczął mówić, gdzie widział takie symbole, że są one min. w jego ulubionych bajkach. Co było WIELKIM zaskoczeniem, sam zdecydował, że je wyrzuci i nie chce ich już oglądać. To niesamowite jak Duch Święty działa. Wiem, że była to zasługa Ducha Świętego! Chwała Panu!  

3 Prezent! 
W piątek był czas, gdy rekolekcje się kończyły…… podczas zabawy z dziećmi, czułam, że młodszy syn wpatruje się we mnie. Po chwili spojrzałam na Niego i ujrzałam…… Oczy Jezusa. Oczy Boga, pełne miłości i zrozumienia, które patrzyły na mnie. Było to niesamowite przeżycie, które poruszyło me serce i duszę. Łzy popłynęły mi z radości. Chwała Panu!   

4 Prezent!
Kolejny piątkowy prezent! 
Po przyjeździe męża z rekolekcji, wieczorem dość długo rozmawialiśmy o tym, co się u kogo wydarzyło. Mąż zapytał, czy chcę, aby się za mnie pomodlił. Oczywiście i jako intencję poprosiłam, aby Bóg zabrał ode mnie ból stawów, w szczególności kolan i barków. Od dłuższego czasu ból coraz bardziej się nasilał, do tego stopnia, że już po 5-ciu minutach siedzenia w siadzie skrzyżnym nie byłam w stanie rozprostować nóg, musiałam rękoma podnosić powoli noga za nogą i dopiero po ok 10 minutach ból ustępował, dodam, iż mam dopiero 34 lata. Jakby ktoś się zastanawiał, to podczas modlitwy nic nie czułam, zresztą po niej też nic, tylko chwilami leciały mi łzy. Nie zastanawiałam się nad tym, czy zostałam uzdrowiona, wierzyłam, że to wola Boga Ojca, On sam najlepiej wie, co jest dla mnie najlepsze. Zatem poszłam spać. Dopiero następnego dnia, zdałam sobie sprawę, że mogę sama, bez użycia rąk, rozprostować nogi, bez bólu!!!! To był CUD!!! To był i jest Dotyk Boga! To niesamowite, każdego dnia, nawet kilkakrotnie dziękuję Bogu za moje uzdrowienie! Chwała Panu!!! Bądź Uwielbiony Panie! 

Pozdrawiam serdecznie i życzę błogosławieństwa na każdy dzień:)

 

z Panem Bogiem, Kasia z Tczewa:)

Dział: Świadectwa
sobota, 26 marzec 2016 00:00

Pierwszy raz modliłam się sercem

To były pierwsze rekolekcje z ojcem Bashoborą, w jakich uczestniczyłam w życiu i mam nadzieję, że nie ostatnie. Przybyłam na stadion z ciekawością i z chęcią modlitwy. Zastanawiałam się jednocześnie, jak ja wytrzymam tyle godzin, niemalże stale modląc się od rana do wieczora. Trochę mnie to przerażało. Fakt, niejednokrotnie uczestniczyłam już w Mszach z modlitwą o uzdrowienie, które potrafiły trwać sumarycznie nawet sześć godzin, ale cały dzień aż do 22.00? Tego jeszcze nie doświadczyłam. W godzinach początkowych modlitw usłyszałam w tle stadionu, że jakaś osoba, chyba kobieta otrzymała "dar" śmiechu, po jakimś czasie kolejna i kolejna. Spotkałam się już niegdyś z takim "darem" na Mszy z modlitwą o uzdrowienie, ale jakoś nieszczególnie zwracałam na to uwagę i wydawało mi się to nieco sztuczne. Wracając do tego, co działo się na stadionie, zaczęłam się zastanawiać jak to jest, że Ci ludzie tak się śmieją i jak to się dzieje. Potem minęło kilka godzin modlitw, następnie była Msza Święta. Po niej odbyły się "finalne" modlitwy z ojcem Bashoborą z adoracją Najświętszego Sakramentu. Podczas modlitw z adoracją Najświętszego Sakramentu, i po całodziennych modlitwach, które pomogły mi się duchowo otworzyć, zaczęłam się wzruszać i płakać. W pewnym momencie ojciec wypowiedział słowa w stylu, żeby otworzyć serca dla Jezusa, żeby sobie wyobrazić jak je otwieramy oraz, żeby uchwycić się płaszcza Jezusa. Po tych słowach, chyba pierwszy raz w życiu tak prawdziwie czułam, że modlę się sercem. Wyobraziłam sobie, mając zamknięte oczy, jak fizycznie otwieram dla Niego moje serce. Otwarłam się zupełnie na Pana Boga i powierzyłam Jemu oraz powtarzałam w myślach, mając zamknięte oczy, że chcę uchwycić się Twego płaszcza, Jezu. Po czym usłyszałam, jak po stadionie przechodzi fala śmiechu pod wpływem Ducha Świętego. Po chwili sama odczułam jak dziwnie trzęsie mi się brzuch, w taki sposób, jak człowiek długo się śmieje i nie może wytrzymać ze śmiechu i trzęsie mu się od tego brzuch i bolą mięśnie. Nie potrafiłam powstrzymać trzęsienia mojego brzucha, po czym zaczęłam śmiać się w głos. I tak śmiejąc się trwałam jednocześnie zatopiona w modlitwie, jednocześnie płynęły mi łzy i nie potrafiłam tego powstrzymać. Byłam jakby półświadoma tego, co się dzieje. Z jednej strony wiedziałam, że się śmieję, a z drugiej strony było mi niesamowicie błogo. Odczuwałam wielki spokój w sercu. Po chwili, śmiejąc się, poczułam jakby dotyk z tyłu głowy, po obu stronach przy uszach. Czułam, że ktoś dotyka mojej głowy, jednocześnie wciąż się śmiejąc i radując. W pierwszym odruchu dotknęłam mojej głowy, żeby sprawdzić, kto mnie dotyka, ale fizycznie dotknęłam własnych włosów, nie było tam niczyich rąk, a jednocześnie czułam, że ktoś dotyka moją głowę, a pod palcami czułam jedynie moje włosy. Gdy dotknęłam mojej głowy miałam uczucie jakby była ścierpnięta w tych miejscach. Jednocześnie odczuwałam wielki spokój w sercu i olbrzymie gorąco w klatce piersiowej. Tak, wiem, że dotknął mnie Jezus. Było to dla mnie ogromne przeżycie, które trwało jakieś kilka minut. W międzyczasie moja mama miała spoczynek w Duchu Świętym, chwilę po tym jak powiedziała mojej siostrze, że nie chciałabym mieć tutaj spoczynku na tych schodach, po czym przewróciła się właśnie na te schody, prosto na twarz w okularach, jednak nic jej się nie stało i okulary zostały w całości, nienaruszone. 

Następnie modlitwy były kontynuowane, a ja czułam się tak błogo, jak jeszcze nigdy dotąd. Pod koniec modlitw ojciec Bashobora prosił o tchnięcie w nas Ducha Świętego i uczynił to poprzez dmuchnięcie w mikrofon, po czym przez stadion przeszła fala śmiechu (radości) w Duchu Święty, w tym znowu i ja dostałam "dar" śmiechu. Jezus dał mi się niesamowicie odczuć tego wieczoru i wiem, że to  nie zostało dane tylko dla mnie. Wiem, że dostałam te łaski właśnie po to, by napisać te świadectwo. Jezus żyje! 

Chwała Panu!!

Ania

Dział: Świadectwa
wtorek, 15 marzec 2016 00:00

„Olka, w co ty się znowu wpakowałaś?

Św. Teresa z Avilii powiedziała kiedyś bardzo ważne słowa: „Modlitwa nie polega na tym, żeby dużo myśleć, ale na tym, żeby bardzo kochać.” W sumie to zawsze zastanawiałam się, co Ona takiego miała na myśli? Co w tym jednym zdaniu chciała nam przekazać? I właśnie sobotnie rekolekcje Jezus na stadionie pomogły mi to zrozumieć, a nawet doświadczyć. 

Zanim zgłosiłam się na rekolekcje, bardzo długo się zastanawiałam, czy to jest dobry pomysł. Cały czas widziałam jakieś „ale”, jakieś wymówki… Twierdziłam, że takie rekolekcje nie są dla mnie, gdyż nie przepadam za modlitwami charyzmatycznymi. Jednak podczas zapisów, coś mnie „tknęło” i nawet nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego na te rekolekcje zapisałam się jako wolontariusz. Gdy już zapisałam się i dostałam informacje, że zapraszają mnie na pierwsze szkolenie dla wolontariuszy, to trochę się przestraszyłam i tylko pomyślałam: „Olka, w co ty się znowu wpakowałaś?” No ale już wszystko przepadło, pojechałam na pierwsze szkolenie i w sumie bardzo mi się spodobało, poznałam wielu wspaniałych ludzi i pomimo, że bardzo się bałam tej posługi, to nie zrezygnowałam. Siostra Tomasza opowiadała różne, dziwne, nawet czasami straszne historie, jak dla mnie oczywiście, ale już sobie „zakodowałam” w głowie, że nie mogę zrezygnować.
Zawsze z tych spotkań wracałam szczęśliwa, bo spotykałam tam Pana Boga. Nawet podczas dni montażowych, gdzie było naprawdę dużo pracy, czułam się spełniona. Najbardziej wzruszyło mnie, gdy Dawid z Magdą zaciągnęli mnie na górną koronę stadionu. Stałam tam lekko przerażona, bo mam lęk wysokości, ale patrząc na gotowy już stadion, na scenę w kształcie otwartego Pisma Świętego i na te wszystkie krzesełka, które w trakcie wydarzenia miały być zapełnione, to aż łezka mi się w oku zakręciła na myśl, że już jutro ponad 40 tysięcy ludzi będzie wielbiło Boga i publicznie wyznają swoją wiarę i to jeszcze w takim miejscu - na Stadionie Narodowym. 

Samo wydarzenie też było dla mnie bardzo głębokim przeżyciem, mimo, że byłam tam głównie po to, aby służyć ludziom i Bogu. Na stadionie stało się „coś”, co bardzo mną wstrząsnęło. Mianowicie podczas adoracji, kiedy skończyły się modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie, kiedy Pan Jezus już wracał z procesją do kaplicy, a wszyscy ludzie wielbili Go śpiewając i machając białymi chusteczkami, na chwilę uklękłam, aby się pomodlić. Jednak nie mogłam się wczuć w tę modlitwę, bo musiałam monitorować, co się dzieje w moim sektorze. Gdy spojrzałam na telebim, na o. Johna i pomyślałam o swoich marzeniach, o wyjeździe na misje, to tak samo jakoś z moich ust wyszło pytanie: „Panie Boże, czy uda mi się kiedyś je zrealizować, czy ja się w ogóle do tego nadaję?” Tak myślałam, myślałam i gdy Pan Jezus przechodził obok mojego sektora siostra zakonna, która klęczała obok mnie, zaczęła mnie ściskać, całować i powiedziała: „Jeżeli chcesz wyjechać na misje, to zapisz sobie mój numer telefonu i zadzwoń do mnie, ja Ci pomogę.” Wtedy zrozumiałam, co miała na myśli św. Teresa. Zupełnie obca, nieznajoma siostra, nawet nie wiem z jakiego Zgromadzenia, podała mi swój numer telefonu i kazała zadzwonić. Strasznie ciężko było mi w to wszystko uwierzyć, ale gdy wróciłam do domu i zaczęłam myśleć, nad tym wszystkim, stwierdziłam, że to musiała być sprawka Ducha Świętego. Następnego dnia w mojej parafii była adoracja, podczas której zapytałam Pana Boga: „Panie Boże, ja nie wiem, co się wczoraj wydarzyło, jak ja mam to rozumieć, co dalej robić?”, po czym otworzyłam Pismo Święte, a tam słowa: „W czasie pomyślnym wysłuchałem Cię…” (2Kor 6, 2). Pomyślałam: „No tak, Panie Boże, ja zadaję Ci proste pytanie, a Ty dajesz mi prostą odpowiedź, ale powiedz mi co dalej, mam zadzwonić do tej siostry, bo nie wiem?” Na co Pan Bóg po raz kolejny odpowiedział mi tymi samymi słowami: „Dlatego winniście zachować spokój i nic nie czynić pochopnie…” (Dz 19,36). I po tych słowach nie drążyłam dalej tego tematu, po prostu oddałam to Jemu.

Cztery dni po adoracji coś mnie wzięło, żeby poprzeglądać w Internecie fundacje misyjne. W oczy rzucały mi się tylko zakładki - Adopcja na odległość. Przypomniało mi się, jak kiedyś miałam zaadoptowane dziecko, ale tylko na okres 2 miesięcy. Stwierdziłam, że może warto byłoby do tego wrócić.  Szukałam jakiejś adopcji, ale wszędzie była tylko adopcja materialna, a ja bardzo chciałam duchową, gdyż nie zarabiam jeszcze i nie chciałam obciążać rodziców kosztami. Niestety nigdzie nie znalazłam, ale przypomniałam sobie, że moja koleżanka ma w adopcji takie dziecko i napisałam do niej. Dzięki niej weszłam na stronę internetową fundacji i tak przeglądałam profile dzieci w różnym wieku, najpierw przedszkolaki, później dzieci uczące się, ale każde dziecko, które patrzyłam miało bardzo dużą liczę osób, które wspierały je materialnie i duchowo, a ja chciałam zaadoptować dziecko, któremu naprawdę będzie potrzebna moja pomoc. Aż w końcu weszłam w zakładkę bejbiki (małe dzieci, które mają po kilka miesięcy) i tam też przeglądałam i wszędzie tak dużo tych osób, aż w końcu znalazłam ostatnie dziecko z listy. Nie miało żadnej osoby, która wspierałaby je duchowo. Weszłam na jego profil i gdy zobaczyłam zdjęcie tego dzieciątka,  duże piękne oczy, to bez żadnego zawahania postanowiłam zaadoptować  to dziecko. Od 23 lipca Sofia, bo tak ma na imię moje 13 miesięczne dzieciątko, zamieszkało w moim sercu. Jestem tak szczęśliwa, bo dzięki temu dzieciątku zrozumiałam, co tak naprawdę chcę robić w życiu. Zdjęcia Sofii i jej adopcja spowodowały, że chcę dalej kształcić się tak, aby móc pomagać takim małym szkrabom na misjach. Teraz z sercem przepełnionym miłością mogę powiedzieć: „Ojcze prowadź mnie, prowadź mnie, wola Twa niech dzieje się…”

Chwała Panu! Aleksandra

Dział: Świadectwa

Witam serdecznie, 

Dzięki współlokatorom trafiłam na rekolekcje Jezus na stadionie 2015. Nas i naszych współlokatorów połączył los, bo nasze dzieci zapadły w śpiączkę i tego samego dnia 19 maja 2015 trafiliśmy do kliniki Budzik w Warszawie (co więcej chłopcy urodzili sie 25 maja, tyle że Wojtuś skończył 9 lat, a mój synek Aluś 6). Wspólnie z mamą pojechałyśmy na rekolekcje modlić sie o uzdrowienie naszych synków.Kiedy znalazłam sie na rekolekcjach nie chciałam żadnej laski dla siebie, bardzo sie broniłam, chciałam tylko sie modlić o uzdrowienie synka, ale nie umiałam i w pewnym momencie zaczęłam sie modlić o potrzebne laski dla naszej rodziny. Wierze, że Bóg wie, jakich i kiedy łask potrzebujemy. Choć bardzo ciężko jest tak naprawdę z przekonaniem powiedzieć: "bądź wola Twoja", ale rekolekcje bardzo mi pomogły w zbliżeniu do Boga i w uczeniu się, by Go wielbić i dziękować. Wierzę, ze wkrótce otrzymamy wszystkie potrzebne łaski, choć wiadomo, że ciągle chodzi nam o uzdrowienie synka i to nie daje spokoju.Dużo sie modle i wiem, że Bóg zrobi wszystko, co najlepsze dla nas i naszej rodziny. Od kilkunastu lat miałam dziwna przypadłość. Nawet najmniejszy podmuch wiatru powodował ból uszu. W końcu po wielu latach trafiłam do lekarza, który powiedział mi, że mam  powiększoną sfalowana błonę w uszach i nawet najmniejszy i najcieplejszy wiatr,powodując jej drgania, sprawia mi ogromny ból. Nigdy nie rozstawałam sie z opaską na uszach. Nawet podczas rekolekcji, gdy w pewnym momencie pojawił sie podmuch wiatru w moich uszach wylądowały watki. Następnego dnia, kiedy wyszłam z kliniki od synka na zakupy, był bardzo duży wiatr i akurat wtedy zapomniałam mojej opaski na uszy. No coż, jak trzeba to trzeba, pomyślałam i podążyłam załatwiać sprawy. Nie od razu zorientowałam się, że uszy mnie nie bolą, dopiero po powrocie z powrotem do kliniki. Ciągle nie mogłam uwierzyć i wystawiałam to na próbę i nawet byłam odrobinkę zła na Boga, ale w końcu zrozumiałam, dlatego o tym do Was pisze. Bóg dal mi znak, że nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych, ale że łaski otrzymamy takie, jakich potrzebujemy i we właściwym czasie (w bożym czasie).Wierzę, że Bóg uleczył mnie z tej dziwnej przypadłości, która naprawdę mi doskwierała i przeszkadzała w życiu, bo Bóg widział w tym cel, a ja cieszę sie ogromnie i dziękuję Bogu, że nas strzeże i jest naszym Przyjacielem na dobre i na złe. Tylko dzięki obecności Boga mogę odnaleźć spokój, wytrwałość, cierpliwość i energię, by odnaleźć sie w tej sytuacji z 6 letnim synkiem w śpiączce. Mam nadzieję, że nie na tym koniec i wkrótce znów do Was napisze.

 Gorąco pozdrawiam.

Ela

Dział: Świadectwa
piątek, 26 luty 2016 00:00

Wszyscy niby wierzą, ale...

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Piszę o działaniu Ducha Świętego podczas Mszy na Stadionie 2015 roku.

Ja uczestniczyłam już drugi raz w spotkaniu z Ojcem Bashoborą na Stadionie. Będąc u mojego stryjka opowiadałam o przeżyciach i namacalnym działaniu Ducha Świętego w moim życiu. Nie miałam dużej nadziei na udział stryjka i jego dwóch córek w tym spotkaniu tego roku. Wszyscy niby wierzą, ale... Jedna z córek pracuje teraz w Niemczech i akurat przyjechała do Polski, nie chodziła do kościoła i nie modliła się od około 10-ciu lat. Ma trudną sytuację rodzinną. Mąż uzależniony od alkoholu i hazardu, co spowodowało nerwice, choroby. Jakie było moje zdziwienie i radość, gdy dowiedziałam się, że idą na to spotkanie. (a zostało tylko 4 dni!).  Po jakimś czasie dowiedziałam się, że córka ta zaczęła się modlić, wzmocniła się, zaczęła stawiać warunki, aby mąż się leczył. Uwierzyła!!! Pan Jezus dotknął ją, bo otworzyła przed nim serce!  Chwała Panu!

Druga córka, niewidoma, (dializowana od 18 lat, była po ciężkiej chorobie), a wytrzymała do końca spotkania, gorączka przeszła i bardzo się wzmocniła. Modlę się, aby doczekała nerki do przeszczepu. Proszę o modlitwę w tej intencji jak i uzdrowienia sytuacji rodzinnej drugiej córki.

Wierzę, że będą następne spotkania, które przemienią nas i cały kraj.

 

Z Panem Bogiem

Izabela

Dział: Świadectwa
Strona 1 z 2

STREFA WIDZA

  • VOD - oglądaj
  • Jezus na Stadionie 2015 PROMO
  • Jezus na Stadionie 2015 RETRANSMISJA
  • Kazania, konferencje, nauczania
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, grudzień 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, grudzień 2016,
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, listopad 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, listopad 2016,
  Niedziela Uwielbienia 13 listopada 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 13 listopada
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra
  • 1
  • 2
  • 3
Top