Cześć wszystkim J

Pragnę podzielić się tym, co mnie spotkało w ostatnich dniach 18 - 19 lipca 2015r.

A mianowicie byłem w Warszawie na rekolekcjach, które odbyły się na Stadionie Narodowym. Głosił je katolicki kapłan z Ugandy o. John Bashobora.

A więc napiszę w wielkim skrócie, co tam się działo i co mnie spotkało. Zaraz na początku podczas modlitwy do Ducha Świętego, wszyscy (cały stadion) śpiewaliśmy na chwałę Boga. Nagle z tej ogromnej radości i dziękczynienia zacząłem płakać, zapewne nie tylko mnie dotknął Bóg płaczem (po raz pierwszy dotknął mnie tak w Rzeszowie podczas modlitwy wstawienniczej), cudowne uczucie, płacz radości i uwolnienia, płacz, przez który dotykał swoją niezgłębioną Miłością Duch Święty J Ktoś pomyśli, że gadam głupoty i nie wiem, co wymyślam, ale ktoś, kto tego nie próbował i nie doświadczył, nie może mówić, że to głupoty. Dla mnie było to niesamowicie piękne odczuwanie Pana Boga J

(…) Pomijając wiele zdarzeń, dojdę teraz do końcowej fazy rekolekcji. A więc przez wiele godzin byłem potem zawiedziony i smutny, że nie działy się jakieś większe rzeczy. Chciałem odczuwać więcej i więcej… ale były chwile, że zasypiałem podczas kazań… nie czułem się z tym dobrze. Martwiłem się, że źle przygotowałem się na te rekolekcje i nie otworzyłem się odpowiednio na Pana Boga. Ale podczas ostatniego punktu rekolekcji, który zaczął się około 20.00 - Adoracja Najświętszego Sakramentu i modlitwa o uzdrowienie prowadzona przez ojca Bashoborę, wydarzyły się Wielkie Rzeczy! :D

Podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu, czyli Pana Jezusa, wiele ludzi zostało uzdrowionych z różnych chorób, kilkoro ludzi padło w Spoczynku w Duchu Świętym, a w pewnych momentach było słychać niesamowity śmiech ludzi. To był wyjątkowy śmiech, natchniony Duchem Świętym, słychać było charakterystyczne głośne śmiechy, których nie sposób opanować, w ten sposób ujawnia się Duch Święty i daje ludziom odczuwać ogromną radość! :D Sam tego nie przeżyłem, tylko widziałem i słyszałem. Mnie po raz kolejny Bóg dotknął płaczem i siłą, aby jeszcze głośniej śpiewać na cześć Pana! Odczuwałem wtedy Jego Wielką Miłość do każdego z nas. To takie uczucie, że nie potrzebujesz już niczego… Chcesz, aby to trwało jak najdłużej! J To CUDOWNE uczucie, wierzcie lub nie, to po prostu trzeba przeżyć i poczuć! J

A teraz pragnę podzielić się czymś równie wyjątkowym. Tym, co mnie spotkało dzień później, czyli w niedzielę 19 lipca w Olsztynie w powrocie. Wspominałem już o tym, że zawiedziony byłem, że źle przeżywam rekolekcje i nie widzę wielkich znaków, które i tak później się ukazały. Ale niesmak pozostał. Spotkanie z pewnym mężczyzną dało ogromny owoc i radość, Bóg działa i odpowiada na wszystkie nasze modlitwy, tylko nie zawsze tak, jak my chcemy, ale tak, jak On chce, bo wie, jak, kiedy i którędy ma prowadzić nasza droga J

A więc miałem jechać expressbusem z Olsztyna do Kętrzyna o 18.20. Błąkałem się po dworcu o 18.00 z nudów, miałem w ręku gazetkę z relacją z rekolekcji „Jezus na stadionie” z 2013 roku. Przeczytałem ją, były w niej świadectwa osób, które zostały uzdrowione z różnych chorób. W Internecie pewnie też o nich pisze J no i szukałem odpowiedniej osoby, której mogłem przekazać tę radosną gazetkę. Widziałem wiele pijących tam ludzi, ludzi z problemami, pogubionymi w życiu. Szukałem pośród nich. (Aaa, co ważne szukałem również kogoś takiego w Warszawie, bo już tam chciałem komuś ją dać wieczorem po rekolekcjach, podszedłem w końcu do pewnej kobiety siedzącej i sprzedającej w przy Metro Centrum jakieś kwiatki, siedziała smutna… Podchodzę z nastawieniem dania jej radości i nadziei w Bogu, ale nagle podchodzi do niej jakiś mężczyzna, chyba się znali więc powiedziałem jej tylko: „chciałem życzyć tylko miłego wieczoru J”. I odszedłem. Odszedłem z uśmiechem i zadowoleniem w sercu, że się odważyłem. To piękne uczucie dzielić się z kimś dobrocią i okazać takim ludziom choć odrobinę zainteresowania. Oni tego potrzebują, jak każdy, a szczególnie oni. Więc nie dałem jej gazetki… Wspomniałem o niej, ponieważ to był chyba znak od Boga, że to nie jej należy dać tę gazetkę, ale ktoś inny czeka na nią bardziej…) 

A więc niedziela - Olsztyn… chodzę koło dworca i rozglądam się, widzę na przystanku mężczyznę ubranego bardzo ubogo i w brudne ubranie, który siedział i pił piwo. Rozumiecie – był zagubiony totalnie. Wstydziłem się do niego podejść, bo siedzieli też tam inni ludzie, ale w końcu odważyłem się, ale patrzę, że podszedł do niego już ktoś inny i zaczął z nim rozmawiać, zbliżyłem się i słucham i oni się chyba znali, ponieważ jeden mówił, że da mu ubrania o konkretnej godzinie. Więc pomyślałem znowu, że to chyba nie on…

Już co raz mniej minut do busa, więc idę w jego stronę, nagle patrzę, a niedaleko przystanku siedzi pod drzewami jakiś mężczyzna i pije piwo. Hmm, nie chce mi się tam iść, ale pójdę! Trzecia próba, hehe, chociaż już nie szedłem z tym nastawieniem, myślałem, że coś mu się po prostu stało. Podchodzę, a on pije piwo, jest trochę pijany i nie za bardzo świeży. Czemu o tym wspominam? Dlatego, że nie należy wstydzić się, brzydzić, śmiać się z takich ludzi. Wręcz przeciwnie, nic nie zaszkodzi zagadać, może uratujesz komuś życie! URATUJESZ ŻYCIE! Może Bóg posłuży się Tobą tak, jak mną, bo wiem, że to nie był przypadek. Oto nasza rozmowa (osobista), ale chcę ją dać na to świadectwo:

Ja: - Wszystko w porządku? Coś się panu stało?

Darek: - Nie. Ale…

Ja: - Tak ?

Darek: - (dukał… może z powodu tego, że był trochę wstawiony)

Ja: - (Więc żeby złapać z nim kontakt, przedstawiłem mu się i podałem rękę)

- Bartosz jestem J

Darek: - Darek. Masz chwilę pogadać?

Ja: - Hmm, mam tylko parę minut, zaraz mam busa. A co się stało?

Darek: - (Ciężko było mu się wysłowić, ale w końcu wydobył to z siebie)

- Chodzi o pewną kobietę…

Ja: - (Musiałem przyspieszyć tę rozmowę z powodu busa, więc pytam ja)

- żona? kobieta?

Darek: - Kobieta… Taka przyjaciółka moja… Podoba mi się… Spotkałem się z nią wczoraj… Ale ona jedzie już do Niemiec…

Ja: - (widzę straszną załamkę u niego z tego powodu, nie wiem, co mu powiedzieć)

- Darek, być może ona nie jest Ci pisana, być może to nie ona… Spokojnie, to nie jest powód do załamywania się, uwierz! Smutek nic Ci nie da, nic, kompletnie NIC, nie pomoże Ci, więc nie warto się załamywać. (Opowiedziałem mu o moich przeżyciach miłosnych w skrócie żeby się nie łamał i mówię)

- Jeszcze znajdziesz sobie kobietę, mówię Ci, znajdziesz, jeszcze taką która pokocha Ciebie bardziej niż Ty ją, zobaczysz ! ! ! J

Darek: - Niemożliwe…

Ja: - Możliwe, zobaczysz! J

Darek: - Hmmm… Mam jeszcze jedno piwo, chcesz? Pogadamy jeszcze…?

Ja: - Oj, dziękuję Ci bardzo, że chcesz mi je dać, ale nie piję… (opowiedziałem mu coś ze swojego życia odnośnie alkoholu, aby go umocnić i dodałem)

- Alkohol tylko niszczy człowieka, to są tylko chwilowe przyjemności, seks, alkohol, nałogi, mówię Ci, nie znajdziesz w tym ukojenia!

Darek: - To odradzasz picie?

Ja: - Tak, odradzam, to nie przynosi nic dobrego. Wiesz co przynosi ukojenie? (pokazuje mu gazetkę z relacją z rekolekcji z 2013 roku w Warszawie „JEZUS NA STADIONIE”, specjalnie nakierowałem stronę na duży wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego J. Pokazuję mu palcem na Jezusa

- Darek, to jest Ktoś, kto uwalnia od wszystkiego! To jest Droga do szczęścia i uwolnienia! To jest Ktoś, kto zabiera wszelki smutek! (Wyczułem w jego wzroku zwątpienie i myśl, że jestem Jehowy, albo z sekty jakiejś, więc od razu mu powiedziałem):

- Nie jestem Jehowy, jestem katolikiem. Byłem na tych rekolekcjach w Warszawie na Stadionie Narodowym, widziałem uzdrowienia i to, jak Jezus dotykał serc kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Tutaj w tej gazetce są świadectwa osób, które zostały uzdrowione! Które zostały uzdrowione z różnych chorób, z różnych nałogów! Poczytaj! Daję Ci ją! Zobacz, to jest Ktoś, Kto uwalnia od wszelkiego złego i smutku. To jest Ktoś, Kto daje nieograniczoną miłość i radość! J

Darek: - (Darek patrzy na wizerunek Jezusa i zaczyna płakać…)

- Wiem, kto to… to Jezus Miłosierny… Modlę się do Jezusa Miłosiernego i proszę o to, aby do mnie wróciła… (Mówi wzruszony ze łzami w oczach)

Ja: - Módl się, dobrze robisz! J On wysłuchuje Twoich modlitw, odpowiada na nie, tylko nie zawsze tak, jak my chcemy. Ale ufaj Mu! J

Darek: - (Płacze…) – Ufam Mu…

Ja: - (Zaraz rusza mój bus, widzę to między drzewami, muszę iść, ale ciężko rozstać się z kimś takim…)

- Darek słuchaj, ja muszę już iść niestety, mam busa. ( Podałem Mu swoją dłoń, on uścisnął ją mocno obiema rękami, nie chciał żebym szedł. Ludzie tacy potrzebują tego odczucia, że się nikt ich nie brzydzi mimo brudu i nieładnego zapachu. Pogubili się w życiu i nie poradzi nikt sobie, jeśli ktoś nie da mu wsparcia, więc nie wolno się brzydzić, ale trzeba dać mu poznać, że jest kimś wyjątkowym, na równym ze mną! J Darek potrzebował drugiego człowieka, potrzebował rozmowy i zrozumienia i siły i nadziei. Mówię ):

- DAREK, DZIĘKUJĘ CI ZA TO SPOTKANIE. J DZIĘKUJĘ CI, DAREK, ZA TO SPOTKANIE. J

 ZOBACZ, TO NIE JEST PRZYPADEK, ŻE SIĘ TUTAJ SPOTKALIŚMY, BYĆ MOŻE BÓG NAS TAK POKIEROWAŁ, SZUKAŁEM KOGOŚ KOMU MOGĘ DAĆ TĘ GAZETKĘ I NIE ZNALAZŁEM, ALE SPOTKAŁEM CIEBIE! J DAREK… ZRÓB ZNAK KRZYŻA NA MOIM CZOLE… (DAREK ZROBIŁ ZNAK KRZYŻA NA MOIM CZOLE + Z WIELKIM WZRUSZENIEM) I JA BYŁEM PORUSZONY TYM WSZYSTKIM, ALE KIEDY Z NIM ROZMAWIAŁEM POCZUŁEM W PEWNYM MOMENCIE OGROMNĄ SIŁE DO DZIAŁANIA! DO TEGO, ABY MU POMÓC I ZAPOZNAĆ GO Z BOGIEM – Z MIŁOŚCIĄ, KTÓREJ PRAGNIE ! (stąd tyle wykrzyknikówJ)

(TERAZ JA CZYNIĘ ZNAK KRZYŻA NA JEGO CZOLE +)

- DAREK, ZAUFAJ MU, ON DAJE CI WSZYSTKO, JEST DROGĄ DO SZCZĘŚĆIA ! ! ! J

Darek: - (Dalej płakał i poprosił o modlitwę)

- Pomódl się za mnie!

Ja: - Darek, pomodlę się za Ciebie! Proszę i Ty pomódl się… (Zobaczyłem ruszający już mój bus, więc szybko musiałem pobiec do niego, zdążyłem w ostatniej chwili go zatrzymać. Strasznie żałowałem, że nie zostałem z Darkiem dłużej i że nie opowiedziałem mu, żeby płakał i nie bał się tego uczucia. Modliłem się w busie, prosząc Pana Boga, o to, aby dał mu łaskę uwolnienia i szczęścia przez ten płacz, który ja przeżywałem na stadionie. Przepraszałem, że nie pomogłem mu bardziej. Ale dziękowałem również Panu za to, że postawił nas na swojej drodze! J Za to, że mogłem podzielić się Żywym Bogiem z kimś, kto tego bardzo potrzebował! J Odmawiałem Różaniec w jego intencji i poprosiłem przez smsa 10 osób, aby pomodliły się tego dnia za Darka J Wierzę, że Bóg dotknął jego serca i dał mu ukojenie J

Nie wolno wstydzić się takich ludzi, którzy są zagubieni, wyglądają niechlujnie! Oni są potrzebni nam, tak samo my im. Dzisiaj znowu to zrozumiałem ;) Mam ogromną nadzieję i wierzę, że Darek odczuł siłę naszej modlitwy. Wierzę w jej OWOCE, ponieważ Bóg jest tym Owocem niewyczerpalnym, z którego każdy może brać… J Dziękuję Ci, Boże. Chwała Panu! J ><>

 

Pamiętacie, jak pisałem, że żałowałem, że nie otworzyłem się bardziej na działanie Ducha Świętego i odczuwałem niedosyt? Więc to spotkanie z Darkiem przyniosło ogromny OWOC tych rekolekcji i starań! To był ten OWOC J CHWAŁA BOGU!!!!!!!!!!!!!!! :D J

Bartek

Dział: Świadectwa
czwartek, 04 luty 2016 00:00

Dałam ciała, ale Jezus nie dał.

Chciałabym podzielić się świadectwem Bożego działania w moim życiu podczas spotkania Jezus na stadionie 2015.

Będąc osobą "nawróconą" jakieś 3 lata temu, wzięłam udział w spotkaniu Jezus na stadionie 2013 oraz w spotkaniu w Licheniu w 2014 roku. W tym roku planowałam zaangażować się w organizację tego przedsięwzięcia, jako wolontariusz. "Planowałam" to bardzo dobre słowo do opisania podjętego przeze mnie działania w kierunku realizacji tego celu - zapisałam się do ekipy wolontariuszy w marcu (a pierwsze spotkanie w lutym), byłam na 2 spotkaniach przygotowujących, zawsze wychodząc w połowie, bo coś innego ważnego..., na spotkanie majowe, odbywające się już na stadionie, zapisały mnie koleżanki, a później podpisały za mnie listę, bo ja w końcu i tak nie wzięłam w nim udziału... Kiedy już było za późno na dołączenie do ekipy wolontariuszy, po mojej głowie zaczęły krążyć myśli o dołączeniu do ekipy uwielbienia Pana flagami - ale na myśleniu się skończyło, bo poświęcenie całej soboty na spotkanie, to dla mnie za dużo... miałam ważniejsze sprawy.

Przyszłam na spotkanie w poczuciu totalnego "dania ciała", świadoma, że przyjść i mówić Bogu "daj MI, bo JA potrzebuję", jest wszystkim, co na chwilę obecną jestem w stanie dla Niego zrobić. A Panu to wystarczyło. I dał mi stokroć więcej, niż jestem w stanie pojąć i przyjąć. Bóg nie przyszedł mnie rozliczać z wylewanej na mnie wcześniej miesiącami łaski, ale zapytał mnie "what's up?", "Kim ja dla Ciebie jestem?, Kim Ty jesteś?, O co w tym wszystkim chodzi?" No i ja nie wiem, o co chodzi, ale wiem, że Bóg kocha mnie absolutnie bezinteresowną, cichą, nie znającą urazy, wierną i cierpliwą miłością :))) Dałam ciała, ale Jezus nie dał ciała!!!!!!!!!! Jestem Bożą córką, która nie jest kochana za to, że jest doskonała i bezbłędna, ale za to, że po prostu jest!!!!!! Jestem pogubiona i całą sobą potrzebuję Jezusa, bo bez Niego zupełnie zginę w gąszczu codziennych, trudnych wyborów.

Przez cały dzień miałam w sobie (pomimo świadomości, że przychodzę na spotkanie jako egoistka, chciwiec i osoba małoduszna) ogromne pragnienie uwielbienia Boga, podziękowania Mu za to, że takie spotkanie ma miejsce, że w samym środku miasta, w którym codziennie dochodzi do wyzysku biednych, nadużywania władzy, gwałtów, kradzieży, prostytucji, miasta, w którym kobiety wolą robić "karierę", niż dawać życie, ludzie popadają w coraz to nowe formy nałogów - ja mogę tańczyć i klaskać na cześć Boga, nie muszę się wstydzić wiary, mogę wraz z tysiącami innych ludzi modlić się i spotykać w imię Jezusa Chrystusa, a nie w imię jakiegokolwiek interesu. Duchota w powietrzu cieszyła mnie i wewnętrznie myślałam: "Panie, zabierz nam jeszcze tego powietrza, bo tylko Ty jesteś nam potrzebny i to Ty jesteś naszym powietrzem", a gdy początkowo były problemy ze słyszalnością w górnych sektorach stadionu, osobom, które wokół mnie narzekały miałam ochotę wykrzyczeć w twarz: "jak nie słyszysz, to sobie wyczyść uszy, albo zejdź niżej i nie plumkaj!!!" Słowa Ojca Bashobory bardzo do mnie trafiały i mogę powiedzieć, że tematyka, na której się skupił w konferencjach, jest dla mnie bardzo aktualna i ważna. Od długiego czasu czuję, że Bóg z całych sił dobija się do mojego serca i pragnie mojej przyjaźni, a słowa Ojca Bashobory były dla mnie jeszcze jednym tego potwierdzeniem.

Chwała Bogu za Jego niezgłębione miłosierdzie i wiernie czekające na każdego z nas Serce!

A Tobie Droga Ekipo dziękuję z serca za wysiłek włożony w organizację spotkania i mam nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku :)

Pozdrawiam,

Kinga     

Dział: Świadectwa
wtorek, 26 styczeń 2016 00:00

Czekaliśmy na tą wiadomość 7 lat...

Szczęść Boże,

Mam na imię Joanna, zgłosiłam się na wolontariusza na spotkanie "Jezus na stadionie 2015".

W lipcu 2008 r wyszłam za mąż. Tak, jak większość małżeństw, pragnęliśmy potomstwa. Niestety nie udawało się... Rozpoczęliśmy leczenie wykonując pierwsze badania w 2009r, a następnie w 2010r. Udaliśmy się do kliniki Novum w Warszawie. Pan doktor oglądając nasze wyniki powiedział, że z naszymi wynikami to tylko inseminacja, a później in-vitro. Nie poddawaliśmy się, zaczęliśmy szukać pomocy u innych lekarzy. W sierpniu 2010 r zmarła na raka moja matka chrzestna. Wczesną jesienią okazało się, że mój brat ma czerniaka złośliwego. W listopadzie 2010r zginęła moja mama w wypadku samochodowym. Odsunęliśmy nasze leczenie na chwilę, bo nie miałam do tego głowy. Po jakimś czasie wróciliśmy z moim mężem do leczenia, skupiając sie głównie na leczeniu mojego męża bo taka była diagnoza lekarzy. W grudniu w 2012r pojechaliśmy pierwszy raz do kliniki naprotechnologii 'Napromedica' w Białymstoku. Pan dr. Wasilewski zrobił na nas ogromne wrażenie.

Niestety w styczniu 2013r zmarł mój brat... Zrezygnowałam z leczenia w Białymstoku, bo uważałam, że nie mam teraz głowy do jakichś obserwacji i naklejek. Niedługo po śmierci mojej mamy, przeprowadziliśmy sie z mężem nad morze, gdzie znalazłam ginekologa, który wykonał mi w lutym 2014r badanie HSG - badanie drożności jajowodów. Wynik był zły - jeden jajowód zamknięty, niedrożny, drugi drożny z licznymi zrostami. Usłyszałam od mojego lekarza: jest pani idealną pacjentką na in-vitro. Załamałam się...

Wysłałam moje wyniki do znajomej pani profesor ginekolog i też usłyszałam słowa: tylko in - vitro. Koleżanka podała mi namiary na świetnego profesora w Warszawie i pojechałam z wynikami do niego... Również usłyszałam - in-vitro. Mając nadzieję, że usłyszę słowa, że in-vitro nie jest złe, poszłam do młodego księdza w mojej parafii, by spytać go o zdanie, co mam zrobić... Ale on powiedział, że ten 'zabieg' jest bardzo zły i że go nie popiera, bym spróbowała naprotechnologii. Ja upierałam się, że w klinice naprotechnologii byłam i że co oni mogą mi pomóc, jeśli tylu lekarzy mówi, że tylko in-vitro... Ten ksiądz namówił nas, byśmy zaczęli uczęszczać na Msze Święte z modlitwą o uzdrowienie...

Jak było to tylko możliwe, to brałam udział w takiej Mszy Świętej. W 2014 r byłam kilka razy na spotkaniu otwartym u o. Daniela na Przeprośnej Górce... W międzyczasie zaczęliśmy z mężem zastanawiać się nad adopcją i nawet pojechaliśmy do ośrodka adopcji w Łodzi.

Byłam już prawie zdecydowana ... Wkrótce po tym spotkaniu mój mąż poznał wspaniałego człowieka na Podlasiu i zostaliśmy przez nich zaproszeni do siebie. Z wielką niechęcią pojechałam... Okazało się, że to wspaniali ludzie i zaprosili nas na spotkanie "Wiara w biznesie"... Oczywiście też nie chciałam jechać, ale pojechaliśmy, a tam....niespodzianka! Jednym z prelegentów był nasz lekarz z Białegostoku! Miałam okazję z nim porozmawiać w 'cztery oczy' i spytać go o moje wyniki HSG. Powiedział bym przyjechała do niego do kliniki, bo lepsza jest laparoskopia, jeśli chodzi o badanie drożności jajowodów. Pojechaliśmy w styczniu 2015r... Dał mi skierowanie na laparoskopię i histeroskopię...

W marcu 2015r zmarł mój tata... Chciałam znowu to sobie odpuścić, ale jak jeszcze byłam u taty w szpitalu i powiedziałam mu, żeby się nie wygłupiał, bo ma jeszcze zostać dziadkiem moich dzieci, to odpowiedział, że ja to się za to zabieram jak... (Miał na myśli, że tak długo to trwa). To było motywacją, by mimo żałoby i wielu zmartwień z tym związanych zrobić zabieg laparoskopii i histeroskopii w prywatnej klinice w Białymstoku - oczywiście polecona przez pana dr Wasilewskiego. Zabieg miałam 1 kwietnia, a kolejną wizytę w Napromedica miałam wyznaczoną na 1 czerwca.... Właśnie w dzień dziecka usłyszeliśmy słowa: gratuluję, wszystko jest dobrze, serduszko już bije...

Czekaliśmy na tę wiadomość 7 lat... Chwała Panu!

 

Wiem, że moja historia jest dość długa i może za dużo w tym Informacji, ale wierzę, że Pan Bóg chce, bym o tym opowiadała, gdyż tak wiele małżeństw ma problemy z poczęciem dziecka...

Naprawdę nie myślałam, że tak szybko uda nam się począć dzidziusia.

Jestem obecnie w 7 tygodniu ciąży...

 

Z Panem Bogiem!

 

Joanna

Dział: Świadectwa
piątek, 15 styczeń 2016 00:00

W moim życiu dzieją się wielkie cuda!

Witajcie kochani, byłam a na spotkaniu z ojcem Bashobora w 2013 roku, minęło ponad 2 lata od pierwszego spotkania z nim. Właśnie wtedy stał sie chyba największy cud mojego życia. Będąc w chorym związku z chłopakiem Jezus pozwolił mi sie uwolnić z tego toksycznego związku. Poczułam Jego miłość do mnie i wtedy też usłyszałam o misji pójścia za Nim i bycia mu wiernym, ponieważ Jezus mi jest wierny do tej pory.

Kolejną rzeczą, którą chciałam opisać po spotkaniu w Warszawie, to Bóg wyleczył mnie z depresji, na która cierpiałam od dzieciństwa. W tym momencie funkcjonuje normalnie.

Po trzecie, Bóg pozwolił mi pokonać moje leki starania sie o pracę za granicą, ponieważ sytuacja mnie zmusza do wyjazdów. W tym momencie pracuję i jestem szczęśliwa.

Po czwarte, po spotkaniu z Jezusem na stadionie Bóg dał mi kochanego mężczyznę, który nie widzi po za mną świata, a ja po za nim, ale teraz już wiem, że w moim życiu dzieją sie wielkie cuda dzięki Jezusowi. Chwała Tobie, Panie :)

Marta

Dział: Świadectwa
poniedziałek, 04 styczeń 2016 00:00

Moje świadectwo jest nietypowe...

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Mam na imię Aldona. Dzięki Bogu mogłam w 2013 roku i 2015 roku uczestniczyć w rekolekcjach Jezus na stadionie. Pomijam trud podróży, nieprzespane noce, bo Jezus jest tego wart!

Moje świadectwo jest nietypowe, bo na rekolekcjach nie doznałam uzdrowienia fizycznego, wewnętrznego, nie miałam też daru łez, daru radości, spoczynku w Duchu Świętym, nie umiem modlić się w językach...

Po prostu tam byłam i cieszyłam się z obecności Jezusa. Jednak na rekolekcjach uwielbiając Boga wznosiłam ręce tak wysoko, jak nigdy dotąd. Zawsze myślałam sobie, że nie dam rady podnieś rąk - obu na raz w górę ponad głowę, mimo że bardzo chciałam, jakoś tak mocno sobie to wmawiałam, że uwierzyłam w to. Po części bardzo się krępowałam tak uwielbiać Boga i to też mnie paraliżowało. Ręce rozkładałam tak, jak Księża na "Ojcze nasz", ale nisko i tak kurczowo trzymałam je przy tułowiu, jak jakieś zagubione pisklątko. 

18 lipca stało się inaczej, obie ręce szły w górę. Najpierw tak dla próby, myślę sobie podniosę lewą rękę, potem prawą, a później poszły obie ;-)

Wiem, że moje świadectwo może się wydawać niczym specjalnym, w porównaniu z innymi, a nawet nie nadającym się na świadectwo, ale dzielę się tym, co się stało. Uwielbiałam Jezusa tak, jak umiem i Chwała Panu, że chwycił moje ręce i podniósł do góry zabierając jakiś wstyd, krępację czy lęk przed takim uwielbianiem Go☺

Mimo, że do przesady jestem zamkniętym w sobie człowiekiem i nie lubię tłumów, to pojechałam na rekolekcje, gdzie były tysiące braci i sióstr i śpiewałam mimo, że nie jest to moja mocna strona i za to też Chwała Panu☺

Szkoda, że takie rekolekcje są raz w roku. Wiem, że nie chcę żyć bez Boga i nie chcę budować swojego szczęścia bez Niego. Dziękuję Bogu, Maryi, Duchowi Świętemu i mojemu Aniołowi Stróżowi. "...Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach..." Iz 49, 15-16

Aldona

Dział: Świadectwa

Witam, mam na imię Łukasz, uczestniczyłem w tegorocznych rekolekcjach "Jezus na Stadionie", modliłem się i uwielbiałem JEZUSA, dopiero teraz uświadomiłem sobie, że wtedy zostałem uzdrowiony od pornografii i masturbacji. Od momentu rekolekcji nie mam już z tymi grzechami problemu, wyrzekłem się ich, a Pan mnie uzdrowił. CHWAŁA PANU!!!

Łukasz

Dział: Świadectwa

Jesteśmy małżeństwem od 2009 roku, od początku pragnęliśmy zostać rodzicami. Niestety nie mogliśmy zajść w ciążę i po około 2 latach od ślubu stwierdziliśmy, że musimy skorzystać z pomocy lekarzy i wtedy zaczęła się długa, bardzo trudna dla nas droga...

Dział: Świadectwa
wtorek, 08 grudzień 2015 03:08

To ja znajdę Ciebie. Jestem grzechem.

Krótkie uwielbienie, konferencja i świadectwo.

Zapraszamy

Strona 2 z 2

STREFA WIDZA

  • VOD - oglądaj
  • Jezus na Stadionie 2015 PROMO
  • Jezus na Stadionie 2015 RETRANSMISJA
  • Kazania, konferencje, nauczania
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, grudzień 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, grudzień 2016,
  Niedziela Uwielbienia, listopad 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, listopad 2016,
  Niedziela Uwielbienia 13 listopada 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 13 listopada
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra
  • 1
  • 2
  • 3
Top