Świadectwa

Świadectwa - czyli konkretne doświadczenia różnych osób, którzy podzielili się tym, jak spotkali Boga w swoim życiu.  Zapraszamy do nadsyłania świadectw zarówno z rekolekcji, jak i ze spotkań Pana Boga w życiu codziennym.

To były pierwsze rekolekcje z ojcem Bashoborą, w jakich uczestniczyłam w życiu i mam nadzieję, że nie ostatnie. Przybyłam na stadion z ciekawością i z chęcią modlitwy. Zastanawiałam się jednocześnie, jak ja wytrzymam tyle godzin, niemalże stale modląc się od rana do wieczora. Trochę mnie to przerażało. Fakt, niejednokrotnie uczestniczyłam już w Mszach z modlitwą o uzdrowienie, które potrafiły trwać sumarycznie nawet sześć godzin, ale cały dzień aż do 22.00? Tego jeszcze nie doświadczyłam. W godzinach początkowych modlitw usłyszałam w tle stadionu, że jakaś osoba, chyba kobieta otrzymała "dar" śmiechu, po jakimś czasie kolejna i kolejna. Spotkałam się już niegdyś z takim "darem" na Mszy z modlitwą o uzdrowienie, ale jakoś nieszczególnie zwracałam na to uwagę i wydawało mi się to nieco sztuczne. Wracając do tego, co działo się na stadionie, zaczęłam się zastanawiać jak to jest, że Ci ludzie tak się śmieją i jak to się dzieje. Potem minęło kilka godzin modlitw, następnie była Msza Święta. Po niej odbyły się "finalne" modlitwy z ojcem Bashoborą z adoracją Najświętszego Sakramentu. Podczas modlitw z adoracją Najświętszego Sakramentu, i po całodziennych modlitwach, które pomogły mi się duchowo otworzyć, zaczęłam się wzruszać i płakać. W pewnym momencie ojciec wypowiedział słowa w stylu, żeby otworzyć serca dla Jezusa, żeby sobie wyobrazić jak je otwieramy oraz, żeby uchwycić się płaszcza Jezusa. Po tych słowach, chyba pierwszy raz w życiu tak prawdziwie czułam, że modlę się sercem. Wyobraziłam sobie, mając zamknięte oczy, jak fizycznie otwieram dla Niego moje serce. Otwarłam się zupełnie na Pana Boga i powierzyłam Jemu oraz powtarzałam w myślach, mając zamknięte oczy, że chcę uchwycić się Twego płaszcza, Jezu. Po czym usłyszałam, jak po stadionie przechodzi fala śmiechu pod wpływem Ducha Świętego. Po chwili sama odczułam jak dziwnie trzęsie mi się brzuch, w taki sposób, jak człowiek długo się śmieje i nie może wytrzymać ze śmiechu i trzęsie mu się od tego brzuch i bolą mięśnie. Nie potrafiłam powstrzymać trzęsienia mojego brzucha, po czym zaczęłam śmiać się w głos. I tak śmiejąc się trwałam jednocześnie zatopiona w modlitwie, jednocześnie płynęły mi łzy i nie potrafiłam tego powstrzymać. Byłam jakby półświadoma tego, co się dzieje. Z jednej strony wiedziałam, że się śmieję, a z drugiej strony było mi niesamowicie błogo. Odczuwałam wielki spokój w sercu. Po chwili, śmiejąc się, poczułam jakby dotyk z tyłu głowy, po obu stronach przy uszach. Czułam, że ktoś dotyka mojej głowy, jednocześnie wciąż się śmiejąc i radując. W pierwszym odruchu dotknęłam mojej głowy, żeby sprawdzić, kto mnie dotyka, ale fizycznie dotknęłam własnych włosów, nie było tam niczyich rąk, a jednocześnie czułam, że ktoś dotyka moją głowę, a pod palcami czułam jedynie moje włosy. Gdy dotknęłam mojej głowy miałam uczucie jakby była ścierpnięta w tych miejscach. Jednocześnie odczuwałam wielki spokój w sercu i olbrzymie gorąco w klatce piersiowej. Tak, wiem, że dotknął mnie Jezus. Było to dla mnie ogromne przeżycie, które trwało jakieś kilka minut. W międzyczasie moja mama miała spoczynek w Duchu Świętym, chwilę po tym jak powiedziała mojej siostrze, że nie chciałabym mieć tutaj spoczynku na tych schodach, po czym przewróciła się właśnie na te schody, prosto na twarz w okularach, jednak nic jej się nie stało i okulary zostały w całości, nienaruszone. 

Następnie modlitwy były kontynuowane, a ja czułam się tak błogo, jak jeszcze nigdy dotąd. Pod koniec modlitw ojciec Bashobora prosił o tchnięcie w nas Ducha Świętego i uczynił to poprzez dmuchnięcie w mikrofon, po czym przez stadion przeszła fala śmiechu (radości) w Duchu Święty, w tym znowu i ja dostałam "dar" śmiechu. Jezus dał mi się niesamowicie odczuć tego wieczoru i wiem, że to  nie zostało dane tylko dla mnie. Wiem, że dostałam te łaski właśnie po to, by napisać te świadectwo. Jezus żyje! 

Chwała Panu!!

Ania

Św. Teresa z Avilii powiedziała kiedyś bardzo ważne słowa: „Modlitwa nie polega na tym, żeby dużo myśleć, ale na tym, żeby bardzo kochać.” W sumie to zawsze zastanawiałam się, co Ona takiego miała na myśli? Co w tym jednym zdaniu chciała nam przekazać? I właśnie sobotnie rekolekcje Jezus na stadionie pomogły mi to zrozumieć, a nawet doświadczyć. 

Zanim zgłosiłam się na rekolekcje, bardzo długo się zastanawiałam, czy to jest dobry pomysł. Cały czas widziałam jakieś „ale”, jakieś wymówki… Twierdziłam, że takie rekolekcje nie są dla mnie, gdyż nie przepadam za modlitwami charyzmatycznymi. Jednak podczas zapisów, coś mnie „tknęło” i nawet nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego na te rekolekcje zapisałam się jako wolontariusz. Gdy już zapisałam się i dostałam informacje, że zapraszają mnie na pierwsze szkolenie dla wolontariuszy, to trochę się przestraszyłam i tylko pomyślałam: „Olka, w co ty się znowu wpakowałaś?” No ale już wszystko przepadło, pojechałam na pierwsze szkolenie i w sumie bardzo mi się spodobało, poznałam wielu wspaniałych ludzi i pomimo, że bardzo się bałam tej posługi, to nie zrezygnowałam. Siostra Tomasza opowiadała różne, dziwne, nawet czasami straszne historie, jak dla mnie oczywiście, ale już sobie „zakodowałam” w głowie, że nie mogę zrezygnować.
Zawsze z tych spotkań wracałam szczęśliwa, bo spotykałam tam Pana Boga. Nawet podczas dni montażowych, gdzie było naprawdę dużo pracy, czułam się spełniona. Najbardziej wzruszyło mnie, gdy Dawid z Magdą zaciągnęli mnie na górną koronę stadionu. Stałam tam lekko przerażona, bo mam lęk wysokości, ale patrząc na gotowy już stadion, na scenę w kształcie otwartego Pisma Świętego i na te wszystkie krzesełka, które w trakcie wydarzenia miały być zapełnione, to aż łezka mi się w oku zakręciła na myśl, że już jutro ponad 40 tysięcy ludzi będzie wielbiło Boga i publicznie wyznają swoją wiarę i to jeszcze w takim miejscu - na Stadionie Narodowym. 

Samo wydarzenie też było dla mnie bardzo głębokim przeżyciem, mimo, że byłam tam głównie po to, aby służyć ludziom i Bogu. Na stadionie stało się „coś”, co bardzo mną wstrząsnęło. Mianowicie podczas adoracji, kiedy skończyły się modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie, kiedy Pan Jezus już wracał z procesją do kaplicy, a wszyscy ludzie wielbili Go śpiewając i machając białymi chusteczkami, na chwilę uklękłam, aby się pomodlić. Jednak nie mogłam się wczuć w tę modlitwę, bo musiałam monitorować, co się dzieje w moim sektorze. Gdy spojrzałam na telebim, na o. Johna i pomyślałam o swoich marzeniach, o wyjeździe na misje, to tak samo jakoś z moich ust wyszło pytanie: „Panie Boże, czy uda mi się kiedyś je zrealizować, czy ja się w ogóle do tego nadaję?” Tak myślałam, myślałam i gdy Pan Jezus przechodził obok mojego sektora siostra zakonna, która klęczała obok mnie, zaczęła mnie ściskać, całować i powiedziała: „Jeżeli chcesz wyjechać na misje, to zapisz sobie mój numer telefonu i zadzwoń do mnie, ja Ci pomogę.” Wtedy zrozumiałam, co miała na myśli św. Teresa. Zupełnie obca, nieznajoma siostra, nawet nie wiem z jakiego Zgromadzenia, podała mi swój numer telefonu i kazała zadzwonić. Strasznie ciężko było mi w to wszystko uwierzyć, ale gdy wróciłam do domu i zaczęłam myśleć, nad tym wszystkim, stwierdziłam, że to musiała być sprawka Ducha Świętego. Następnego dnia w mojej parafii była adoracja, podczas której zapytałam Pana Boga: „Panie Boże, ja nie wiem, co się wczoraj wydarzyło, jak ja mam to rozumieć, co dalej robić?”, po czym otworzyłam Pismo Święte, a tam słowa: „W czasie pomyślnym wysłuchałem Cię…” (2Kor 6, 2). Pomyślałam: „No tak, Panie Boże, ja zadaję Ci proste pytanie, a Ty dajesz mi prostą odpowiedź, ale powiedz mi co dalej, mam zadzwonić do tej siostry, bo nie wiem?” Na co Pan Bóg po raz kolejny odpowiedział mi tymi samymi słowami: „Dlatego winniście zachować spokój i nic nie czynić pochopnie…” (Dz 19,36). I po tych słowach nie drążyłam dalej tego tematu, po prostu oddałam to Jemu.

Cztery dni po adoracji coś mnie wzięło, żeby poprzeglądać w Internecie fundacje misyjne. W oczy rzucały mi się tylko zakładki - Adopcja na odległość. Przypomniało mi się, jak kiedyś miałam zaadoptowane dziecko, ale tylko na okres 2 miesięcy. Stwierdziłam, że może warto byłoby do tego wrócić.  Szukałam jakiejś adopcji, ale wszędzie była tylko adopcja materialna, a ja bardzo chciałam duchową, gdyż nie zarabiam jeszcze i nie chciałam obciążać rodziców kosztami. Niestety nigdzie nie znalazłam, ale przypomniałam sobie, że moja koleżanka ma w adopcji takie dziecko i napisałam do niej. Dzięki niej weszłam na stronę internetową fundacji i tak przeglądałam profile dzieci w różnym wieku, najpierw przedszkolaki, później dzieci uczące się, ale każde dziecko, które patrzyłam miało bardzo dużą liczę osób, które wspierały je materialnie i duchowo, a ja chciałam zaadoptować dziecko, któremu naprawdę będzie potrzebna moja pomoc. Aż w końcu weszłam w zakładkę bejbiki (małe dzieci, które mają po kilka miesięcy) i tam też przeglądałam i wszędzie tak dużo tych osób, aż w końcu znalazłam ostatnie dziecko z listy. Nie miało żadnej osoby, która wspierałaby je duchowo. Weszłam na jego profil i gdy zobaczyłam zdjęcie tego dzieciątka,  duże piękne oczy, to bez żadnego zawahania postanowiłam zaadoptować  to dziecko. Od 23 lipca Sofia, bo tak ma na imię moje 13 miesięczne dzieciątko, zamieszkało w moim sercu. Jestem tak szczęśliwa, bo dzięki temu dzieciątku zrozumiałam, co tak naprawdę chcę robić w życiu. Zdjęcia Sofii i jej adopcja spowodowały, że chcę dalej kształcić się tak, aby móc pomagać takim małym szkrabom na misjach. Teraz z sercem przepełnionym miłością mogę powiedzieć: „Ojcze prowadź mnie, prowadź mnie, wola Twa niech dzieje się…”

Chwała Panu! Aleksandra

Witam serdecznie, 

Dzięki współlokatorom trafiłam na rekolekcje Jezus na stadionie 2015. Nas i naszych współlokatorów połączył los, bo nasze dzieci zapadły w śpiączkę i tego samego dnia 19 maja 2015 trafiliśmy do kliniki Budzik w Warszawie (co więcej chłopcy urodzili sie 25 maja, tyle że Wojtuś skończył 9 lat, a mój synek Aluś 6). Wspólnie z mamą pojechałyśmy na rekolekcje modlić sie o uzdrowienie naszych synków.Kiedy znalazłam sie na rekolekcjach nie chciałam żadnej laski dla siebie, bardzo sie broniłam, chciałam tylko sie modlić o uzdrowienie synka, ale nie umiałam i w pewnym momencie zaczęłam sie modlić o potrzebne laski dla naszej rodziny. Wierze, że Bóg wie, jakich i kiedy łask potrzebujemy. Choć bardzo ciężko jest tak naprawdę z przekonaniem powiedzieć: "bądź wola Twoja", ale rekolekcje bardzo mi pomogły w zbliżeniu do Boga i w uczeniu się, by Go wielbić i dziękować. Wierzę, ze wkrótce otrzymamy wszystkie potrzebne łaski, choć wiadomo, że ciągle chodzi nam o uzdrowienie synka i to nie daje spokoju.Dużo sie modle i wiem, że Bóg zrobi wszystko, co najlepsze dla nas i naszej rodziny. Od kilkunastu lat miałam dziwna przypadłość. Nawet najmniejszy podmuch wiatru powodował ból uszu. W końcu po wielu latach trafiłam do lekarza, który powiedział mi, że mam  powiększoną sfalowana błonę w uszach i nawet najmniejszy i najcieplejszy wiatr,powodując jej drgania, sprawia mi ogromny ból. Nigdy nie rozstawałam sie z opaską na uszach. Nawet podczas rekolekcji, gdy w pewnym momencie pojawił sie podmuch wiatru w moich uszach wylądowały watki. Następnego dnia, kiedy wyszłam z kliniki od synka na zakupy, był bardzo duży wiatr i akurat wtedy zapomniałam mojej opaski na uszy. No coż, jak trzeba to trzeba, pomyślałam i podążyłam załatwiać sprawy. Nie od razu zorientowałam się, że uszy mnie nie bolą, dopiero po powrocie z powrotem do kliniki. Ciągle nie mogłam uwierzyć i wystawiałam to na próbę i nawet byłam odrobinkę zła na Boga, ale w końcu zrozumiałam, dlatego o tym do Was pisze. Bóg dal mi znak, że nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych, ale że łaski otrzymamy takie, jakich potrzebujemy i we właściwym czasie (w bożym czasie).Wierzę, że Bóg uleczył mnie z tej dziwnej przypadłości, która naprawdę mi doskwierała i przeszkadzała w życiu, bo Bóg widział w tym cel, a ja cieszę sie ogromnie i dziękuję Bogu, że nas strzeże i jest naszym Przyjacielem na dobre i na złe. Tylko dzięki obecności Boga mogę odnaleźć spokój, wytrwałość, cierpliwość i energię, by odnaleźć sie w tej sytuacji z 6 letnim synkiem w śpiączce. Mam nadzieję, że nie na tym koniec i wkrótce znów do Was napisze.

 Gorąco pozdrawiam.

Ela

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Piszę o działaniu Ducha Świętego podczas Mszy na Stadionie 2015 roku.

Ja uczestniczyłam już drugi raz w spotkaniu z Ojcem Bashoborą na Stadionie. Będąc u mojego stryjka opowiadałam o przeżyciach i namacalnym działaniu Ducha Świętego w moim życiu. Nie miałam dużej nadziei na udział stryjka i jego dwóch córek w tym spotkaniu tego roku. Wszyscy niby wierzą, ale... Jedna z córek pracuje teraz w Niemczech i akurat przyjechała do Polski, nie chodziła do kościoła i nie modliła się od około 10-ciu lat. Ma trudną sytuację rodzinną. Mąż uzależniony od alkoholu i hazardu, co spowodowało nerwice, choroby. Jakie było moje zdziwienie i radość, gdy dowiedziałam się, że idą na to spotkanie. (a zostało tylko 4 dni!).  Po jakimś czasie dowiedziałam się, że córka ta zaczęła się modlić, wzmocniła się, zaczęła stawiać warunki, aby mąż się leczył. Uwierzyła!!! Pan Jezus dotknął ją, bo otworzyła przed nim serce!  Chwała Panu!

Druga córka, niewidoma, (dializowana od 18 lat, była po ciężkiej chorobie), a wytrzymała do końca spotkania, gorączka przeszła i bardzo się wzmocniła. Modlę się, aby doczekała nerki do przeszczepu. Proszę o modlitwę w tej intencji jak i uzdrowienia sytuacji rodzinnej drugiej córki.

Wierzę, że będą następne spotkania, które przemienią nas i cały kraj.

 

Z Panem Bogiem

Izabela

Cześć wszystkim J

Pragnę podzielić się tym, co mnie spotkało w ostatnich dniach 18 - 19 lipca 2015r.

A mianowicie byłem w Warszawie na rekolekcjach, które odbyły się na Stadionie Narodowym. Głosił je katolicki kapłan z Ugandy o. John Bashobora.

A więc napiszę w wielkim skrócie, co tam się działo i co mnie spotkało. Zaraz na początku podczas modlitwy do Ducha Świętego, wszyscy (cały stadion) śpiewaliśmy na chwałę Boga. Nagle z tej ogromnej radości i dziękczynienia zacząłem płakać, zapewne nie tylko mnie dotknął Bóg płaczem (po raz pierwszy dotknął mnie tak w Rzeszowie podczas modlitwy wstawienniczej), cudowne uczucie, płacz radości i uwolnienia, płacz, przez który dotykał swoją niezgłębioną Miłością Duch Święty J Ktoś pomyśli, że gadam głupoty i nie wiem, co wymyślam, ale ktoś, kto tego nie próbował i nie doświadczył, nie może mówić, że to głupoty. Dla mnie było to niesamowicie piękne odczuwanie Pana Boga J

(…) Pomijając wiele zdarzeń, dojdę teraz do końcowej fazy rekolekcji. A więc przez wiele godzin byłem potem zawiedziony i smutny, że nie działy się jakieś większe rzeczy. Chciałem odczuwać więcej i więcej… ale były chwile, że zasypiałem podczas kazań… nie czułem się z tym dobrze. Martwiłem się, że źle przygotowałem się na te rekolekcje i nie otworzyłem się odpowiednio na Pana Boga. Ale podczas ostatniego punktu rekolekcji, który zaczął się około 20.00 - Adoracja Najświętszego Sakramentu i modlitwa o uzdrowienie prowadzona przez ojca Bashoborę, wydarzyły się Wielkie Rzeczy! :D

Podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu, czyli Pana Jezusa, wiele ludzi zostało uzdrowionych z różnych chorób, kilkoro ludzi padło w Spoczynku w Duchu Świętym, a w pewnych momentach było słychać niesamowity śmiech ludzi. To był wyjątkowy śmiech, natchniony Duchem Świętym, słychać było charakterystyczne głośne śmiechy, których nie sposób opanować, w ten sposób ujawnia się Duch Święty i daje ludziom odczuwać ogromną radość! :D Sam tego nie przeżyłem, tylko widziałem i słyszałem. Mnie po raz kolejny Bóg dotknął płaczem i siłą, aby jeszcze głośniej śpiewać na cześć Pana! Odczuwałem wtedy Jego Wielką Miłość do każdego z nas. To takie uczucie, że nie potrzebujesz już niczego… Chcesz, aby to trwało jak najdłużej! J To CUDOWNE uczucie, wierzcie lub nie, to po prostu trzeba przeżyć i poczuć! J

A teraz pragnę podzielić się czymś równie wyjątkowym. Tym, co mnie spotkało dzień później, czyli w niedzielę 19 lipca w Olsztynie w powrocie. Wspominałem już o tym, że zawiedziony byłem, że źle przeżywam rekolekcje i nie widzę wielkich znaków, które i tak później się ukazały. Ale niesmak pozostał. Spotkanie z pewnym mężczyzną dało ogromny owoc i radość, Bóg działa i odpowiada na wszystkie nasze modlitwy, tylko nie zawsze tak, jak my chcemy, ale tak, jak On chce, bo wie, jak, kiedy i którędy ma prowadzić nasza droga J

A więc miałem jechać expressbusem z Olsztyna do Kętrzyna o 18.20. Błąkałem się po dworcu o 18.00 z nudów, miałem w ręku gazetkę z relacją z rekolekcji „Jezus na stadionie” z 2013 roku. Przeczytałem ją, były w niej świadectwa osób, które zostały uzdrowione z różnych chorób. W Internecie pewnie też o nich pisze J no i szukałem odpowiedniej osoby, której mogłem przekazać tę radosną gazetkę. Widziałem wiele pijących tam ludzi, ludzi z problemami, pogubionymi w życiu. Szukałem pośród nich. (Aaa, co ważne szukałem również kogoś takiego w Warszawie, bo już tam chciałem komuś ją dać wieczorem po rekolekcjach, podszedłem w końcu do pewnej kobiety siedzącej i sprzedającej w przy Metro Centrum jakieś kwiatki, siedziała smutna… Podchodzę z nastawieniem dania jej radości i nadziei w Bogu, ale nagle podchodzi do niej jakiś mężczyzna, chyba się znali więc powiedziałem jej tylko: „chciałem życzyć tylko miłego wieczoru J”. I odszedłem. Odszedłem z uśmiechem i zadowoleniem w sercu, że się odważyłem. To piękne uczucie dzielić się z kimś dobrocią i okazać takim ludziom choć odrobinę zainteresowania. Oni tego potrzebują, jak każdy, a szczególnie oni. Więc nie dałem jej gazetki… Wspomniałem o niej, ponieważ to był chyba znak od Boga, że to nie jej należy dać tę gazetkę, ale ktoś inny czeka na nią bardziej…) 

A więc niedziela - Olsztyn… chodzę koło dworca i rozglądam się, widzę na przystanku mężczyznę ubranego bardzo ubogo i w brudne ubranie, który siedział i pił piwo. Rozumiecie – był zagubiony totalnie. Wstydziłem się do niego podejść, bo siedzieli też tam inni ludzie, ale w końcu odważyłem się, ale patrzę, że podszedł do niego już ktoś inny i zaczął z nim rozmawiać, zbliżyłem się i słucham i oni się chyba znali, ponieważ jeden mówił, że da mu ubrania o konkretnej godzinie. Więc pomyślałem znowu, że to chyba nie on…

Już co raz mniej minut do busa, więc idę w jego stronę, nagle patrzę, a niedaleko przystanku siedzi pod drzewami jakiś mężczyzna i pije piwo. Hmm, nie chce mi się tam iść, ale pójdę! Trzecia próba, hehe, chociaż już nie szedłem z tym nastawieniem, myślałem, że coś mu się po prostu stało. Podchodzę, a on pije piwo, jest trochę pijany i nie za bardzo świeży. Czemu o tym wspominam? Dlatego, że nie należy wstydzić się, brzydzić, śmiać się z takich ludzi. Wręcz przeciwnie, nic nie zaszkodzi zagadać, może uratujesz komuś życie! URATUJESZ ŻYCIE! Może Bóg posłuży się Tobą tak, jak mną, bo wiem, że to nie był przypadek. Oto nasza rozmowa (osobista), ale chcę ją dać na to świadectwo:

Ja: - Wszystko w porządku? Coś się panu stało?

Darek: - Nie. Ale…

Ja: - Tak ?

Darek: - (dukał… może z powodu tego, że był trochę wstawiony)

Ja: - (Więc żeby złapać z nim kontakt, przedstawiłem mu się i podałem rękę)

- Bartosz jestem J

Darek: - Darek. Masz chwilę pogadać?

Ja: - Hmm, mam tylko parę minut, zaraz mam busa. A co się stało?

Darek: - (Ciężko było mu się wysłowić, ale w końcu wydobył to z siebie)

- Chodzi o pewną kobietę…

Ja: - (Musiałem przyspieszyć tę rozmowę z powodu busa, więc pytam ja)

- żona? kobieta?

Darek: - Kobieta… Taka przyjaciółka moja… Podoba mi się… Spotkałem się z nią wczoraj… Ale ona jedzie już do Niemiec…

Ja: - (widzę straszną załamkę u niego z tego powodu, nie wiem, co mu powiedzieć)

- Darek, być może ona nie jest Ci pisana, być może to nie ona… Spokojnie, to nie jest powód do załamywania się, uwierz! Smutek nic Ci nie da, nic, kompletnie NIC, nie pomoże Ci, więc nie warto się załamywać. (Opowiedziałem mu o moich przeżyciach miłosnych w skrócie żeby się nie łamał i mówię)

- Jeszcze znajdziesz sobie kobietę, mówię Ci, znajdziesz, jeszcze taką która pokocha Ciebie bardziej niż Ty ją, zobaczysz ! ! ! J

Darek: - Niemożliwe…

Ja: - Możliwe, zobaczysz! J

Darek: - Hmmm… Mam jeszcze jedno piwo, chcesz? Pogadamy jeszcze…?

Ja: - Oj, dziękuję Ci bardzo, że chcesz mi je dać, ale nie piję… (opowiedziałem mu coś ze swojego życia odnośnie alkoholu, aby go umocnić i dodałem)

- Alkohol tylko niszczy człowieka, to są tylko chwilowe przyjemności, seks, alkohol, nałogi, mówię Ci, nie znajdziesz w tym ukojenia!

Darek: - To odradzasz picie?

Ja: - Tak, odradzam, to nie przynosi nic dobrego. Wiesz co przynosi ukojenie? (pokazuje mu gazetkę z relacją z rekolekcji z 2013 roku w Warszawie „JEZUS NA STADIONIE”, specjalnie nakierowałem stronę na duży wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego J. Pokazuję mu palcem na Jezusa

- Darek, to jest Ktoś, kto uwalnia od wszystkiego! To jest Droga do szczęścia i uwolnienia! To jest Ktoś, kto zabiera wszelki smutek! (Wyczułem w jego wzroku zwątpienie i myśl, że jestem Jehowy, albo z sekty jakiejś, więc od razu mu powiedziałem):

- Nie jestem Jehowy, jestem katolikiem. Byłem na tych rekolekcjach w Warszawie na Stadionie Narodowym, widziałem uzdrowienia i to, jak Jezus dotykał serc kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Tutaj w tej gazetce są świadectwa osób, które zostały uzdrowione! Które zostały uzdrowione z różnych chorób, z różnych nałogów! Poczytaj! Daję Ci ją! Zobacz, to jest Ktoś, Kto uwalnia od wszelkiego złego i smutku. To jest Ktoś, Kto daje nieograniczoną miłość i radość! J

Darek: - (Darek patrzy na wizerunek Jezusa i zaczyna płakać…)

- Wiem, kto to… to Jezus Miłosierny… Modlę się do Jezusa Miłosiernego i proszę o to, aby do mnie wróciła… (Mówi wzruszony ze łzami w oczach)

Ja: - Módl się, dobrze robisz! J On wysłuchuje Twoich modlitw, odpowiada na nie, tylko nie zawsze tak, jak my chcemy. Ale ufaj Mu! J

Darek: - (Płacze…) – Ufam Mu…

Ja: - (Zaraz rusza mój bus, widzę to między drzewami, muszę iść, ale ciężko rozstać się z kimś takim…)

- Darek słuchaj, ja muszę już iść niestety, mam busa. ( Podałem Mu swoją dłoń, on uścisnął ją mocno obiema rękami, nie chciał żebym szedł. Ludzie tacy potrzebują tego odczucia, że się nikt ich nie brzydzi mimo brudu i nieładnego zapachu. Pogubili się w życiu i nie poradzi nikt sobie, jeśli ktoś nie da mu wsparcia, więc nie wolno się brzydzić, ale trzeba dać mu poznać, że jest kimś wyjątkowym, na równym ze mną! J Darek potrzebował drugiego człowieka, potrzebował rozmowy i zrozumienia i siły i nadziei. Mówię ):

- DAREK, DZIĘKUJĘ CI ZA TO SPOTKANIE. J DZIĘKUJĘ CI, DAREK, ZA TO SPOTKANIE. J

 ZOBACZ, TO NIE JEST PRZYPADEK, ŻE SIĘ TUTAJ SPOTKALIŚMY, BYĆ MOŻE BÓG NAS TAK POKIEROWAŁ, SZUKAŁEM KOGOŚ KOMU MOGĘ DAĆ TĘ GAZETKĘ I NIE ZNALAZŁEM, ALE SPOTKAŁEM CIEBIE! J DAREK… ZRÓB ZNAK KRZYŻA NA MOIM CZOLE… (DAREK ZROBIŁ ZNAK KRZYŻA NA MOIM CZOLE + Z WIELKIM WZRUSZENIEM) I JA BYŁEM PORUSZONY TYM WSZYSTKIM, ALE KIEDY Z NIM ROZMAWIAŁEM POCZUŁEM W PEWNYM MOMENCIE OGROMNĄ SIŁE DO DZIAŁANIA! DO TEGO, ABY MU POMÓC I ZAPOZNAĆ GO Z BOGIEM – Z MIŁOŚCIĄ, KTÓREJ PRAGNIE ! (stąd tyle wykrzyknikówJ)

(TERAZ JA CZYNIĘ ZNAK KRZYŻA NA JEGO CZOLE +)

- DAREK, ZAUFAJ MU, ON DAJE CI WSZYSTKO, JEST DROGĄ DO SZCZĘŚĆIA ! ! ! J

Darek: - (Dalej płakał i poprosił o modlitwę)

- Pomódl się za mnie!

Ja: - Darek, pomodlę się za Ciebie! Proszę i Ty pomódl się… (Zobaczyłem ruszający już mój bus, więc szybko musiałem pobiec do niego, zdążyłem w ostatniej chwili go zatrzymać. Strasznie żałowałem, że nie zostałem z Darkiem dłużej i że nie opowiedziałem mu, żeby płakał i nie bał się tego uczucia. Modliłem się w busie, prosząc Pana Boga, o to, aby dał mu łaskę uwolnienia i szczęścia przez ten płacz, który ja przeżywałem na stadionie. Przepraszałem, że nie pomogłem mu bardziej. Ale dziękowałem również Panu za to, że postawił nas na swojej drodze! J Za to, że mogłem podzielić się Żywym Bogiem z kimś, kto tego bardzo potrzebował! J Odmawiałem Różaniec w jego intencji i poprosiłem przez smsa 10 osób, aby pomodliły się tego dnia za Darka J Wierzę, że Bóg dotknął jego serca i dał mu ukojenie J

Nie wolno wstydzić się takich ludzi, którzy są zagubieni, wyglądają niechlujnie! Oni są potrzebni nam, tak samo my im. Dzisiaj znowu to zrozumiałem ;) Mam ogromną nadzieję i wierzę, że Darek odczuł siłę naszej modlitwy. Wierzę w jej OWOCE, ponieważ Bóg jest tym Owocem niewyczerpalnym, z którego każdy może brać… J Dziękuję Ci, Boże. Chwała Panu! J ><>

 

Pamiętacie, jak pisałem, że żałowałem, że nie otworzyłem się bardziej na działanie Ducha Świętego i odczuwałem niedosyt? Więc to spotkanie z Darkiem przyniosło ogromny OWOC tych rekolekcji i starań! To był ten OWOC J CHWAŁA BOGU!!!!!!!!!!!!!!! :D J

Bartek

Chciałabym podzielić się świadectwem Bożego działania w moim życiu podczas spotkania Jezus na stadionie 2015.

Będąc osobą "nawróconą" jakieś 3 lata temu, wzięłam udział w spotkaniu Jezus na stadionie 2013 oraz w spotkaniu w Licheniu w 2014 roku. W tym roku planowałam zaangażować się w organizację tego przedsięwzięcia, jako wolontariusz. "Planowałam" to bardzo dobre słowo do opisania podjętego przeze mnie działania w kierunku realizacji tego celu - zapisałam się do ekipy wolontariuszy w marcu (a pierwsze spotkanie w lutym), byłam na 2 spotkaniach przygotowujących, zawsze wychodząc w połowie, bo coś innego ważnego..., na spotkanie majowe, odbywające się już na stadionie, zapisały mnie koleżanki, a później podpisały za mnie listę, bo ja w końcu i tak nie wzięłam w nim udziału... Kiedy już było za późno na dołączenie do ekipy wolontariuszy, po mojej głowie zaczęły krążyć myśli o dołączeniu do ekipy uwielbienia Pana flagami - ale na myśleniu się skończyło, bo poświęcenie całej soboty na spotkanie, to dla mnie za dużo... miałam ważniejsze sprawy.

Przyszłam na spotkanie w poczuciu totalnego "dania ciała", świadoma, że przyjść i mówić Bogu "daj MI, bo JA potrzebuję", jest wszystkim, co na chwilę obecną jestem w stanie dla Niego zrobić. A Panu to wystarczyło. I dał mi stokroć więcej, niż jestem w stanie pojąć i przyjąć. Bóg nie przyszedł mnie rozliczać z wylewanej na mnie wcześniej miesiącami łaski, ale zapytał mnie "what's up?", "Kim ja dla Ciebie jestem?, Kim Ty jesteś?, O co w tym wszystkim chodzi?" No i ja nie wiem, o co chodzi, ale wiem, że Bóg kocha mnie absolutnie bezinteresowną, cichą, nie znającą urazy, wierną i cierpliwą miłością :))) Dałam ciała, ale Jezus nie dał ciała!!!!!!!!!! Jestem Bożą córką, która nie jest kochana za to, że jest doskonała i bezbłędna, ale za to, że po prostu jest!!!!!! Jestem pogubiona i całą sobą potrzebuję Jezusa, bo bez Niego zupełnie zginę w gąszczu codziennych, trudnych wyborów.

Przez cały dzień miałam w sobie (pomimo świadomości, że przychodzę na spotkanie jako egoistka, chciwiec i osoba małoduszna) ogromne pragnienie uwielbienia Boga, podziękowania Mu za to, że takie spotkanie ma miejsce, że w samym środku miasta, w którym codziennie dochodzi do wyzysku biednych, nadużywania władzy, gwałtów, kradzieży, prostytucji, miasta, w którym kobiety wolą robić "karierę", niż dawać życie, ludzie popadają w coraz to nowe formy nałogów - ja mogę tańczyć i klaskać na cześć Boga, nie muszę się wstydzić wiary, mogę wraz z tysiącami innych ludzi modlić się i spotykać w imię Jezusa Chrystusa, a nie w imię jakiegokolwiek interesu. Duchota w powietrzu cieszyła mnie i wewnętrznie myślałam: "Panie, zabierz nam jeszcze tego powietrza, bo tylko Ty jesteś nam potrzebny i to Ty jesteś naszym powietrzem", a gdy początkowo były problemy ze słyszalnością w górnych sektorach stadionu, osobom, które wokół mnie narzekały miałam ochotę wykrzyczeć w twarz: "jak nie słyszysz, to sobie wyczyść uszy, albo zejdź niżej i nie plumkaj!!!" Słowa Ojca Bashobory bardzo do mnie trafiały i mogę powiedzieć, że tematyka, na której się skupił w konferencjach, jest dla mnie bardzo aktualna i ważna. Od długiego czasu czuję, że Bóg z całych sił dobija się do mojego serca i pragnie mojej przyjaźni, a słowa Ojca Bashobory były dla mnie jeszcze jednym tego potwierdzeniem.

Chwała Bogu za Jego niezgłębione miłosierdzie i wiernie czekające na każdego z nas Serce!

A Tobie Droga Ekipo dziękuję z serca za wysiłek włożony w organizację spotkania i mam nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku :)

Pozdrawiam,

Kinga     

Strona 2 z 11

STREFA WIDZA

  • VOD - oglądaj
  • Jezus na Stadionie 2015 PROMO
  • Jezus na Stadionie 2015 RETRANSMISJA
  • Kazania, konferencje, nauczania
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, grudzień 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, grudzień 2016,
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, listopad 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, listopad 2016,
  Niedziela Uwielbienia 13 listopada 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 13 listopada
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra
  • 1
  • 2
  • 3
Top