Artykuły

Do ziemi obiecanej idzie się przez pustynie

Kryzys duchowy, pustynia, ciemna noc duszy – jakkolwiek byśmy tego nie nazwali – są takie momenty, kiedy nie dostrzegamy Bożego działania w naszym życiu i czujemy się osamotnieni. A przecież ogłosiliśmy Jezusa naszym Panem i Zbawicielem, liczyliśmy, że On nas teraz ochroni przed wszelkim złem... a tu masz ci los! Jesteśmy zawiedzeni, choć trudno nam to przyznać przed samym sobą. Nie widzimy żadnego piękna w naszym życiu, a może nawet nie widzimy nic poza jedną wielką ciemnością?

„Wyprowadzę ją na pustynię i będę mówił do jej serca” Oz 2,16

W rzeczy samej Ewangelia wcale nie mówi, że życie z Jezusem jest zawsze kolorowe. Przeciwnie – Pismo Święte wielokrotnie pokazuje, że ciemność jest nieodłącznym elementem procesu uzdrowienia. Kiedy Jezus przywracał wzrok niewidomemu, nałożył mu na oczy błoto zmieszane ze śliną i kazał iść się obmyć do sadzawki. Jezus kazał człowiekowi iść po ciemku, żeby go uzdrowić! Przesłonił mu i tak już oślepłe oczy, i kazał Sobie zaufać. Jak wiemy, mężczyzna ten nie został zawiedziony. Otrzymał on nie tylko uzdrowienie ciała, ale i łaskę wiary (J 9,38). Bóg otworzył także oczy jego serca. Jeśli więc widzisz wokół siebie tylko ciemność, nie musi to wcale oznaczać jakiejś depresji. Może to być etap Twojego duchowego rozwoju. Może to być droga do Twojego przejrzenia.

Oczyszczająca noc duszy a depresja

Absolutnie nie można mylić tych dwóch pojęć. Genialna książka Geralda G. May'a „CIEMNA NOC DUSZY. Depresja a kryzys duchowy oczami psychiatry.” pozwala rozróżnić te dwa stany rzeczy. Nie można nazywać depresją każdego kryzysu wiary i odwrotnie. Mówiąc o ciemnej nocy duszy mamy na myśli pustynię, na którą Bóg wyprowadza tych, którzy powierzyli Mu swoją drogę po to, aby ich oczyszczać. Jest ona wpisana w Boży plan Zbawienia. Jeśli mamy z Chrystusem Zmartwychwstać, to musimy najpierw z Nim umrzeć. Chodzi tu o śmierć duchową, która nie ma nic wspólnego z chorobowym atakiem melancholii i zaburzeniami afektywnymi. Dlatego tak ważne jest, by mieć mądrego spowiednika czy kierownika duchowego i trwać we wspólnocie, która pomoże Ci nazwać Twój stan ducha, jak i podtrzyma Cię w trudnych chwilach.

„Wierzyć to znaczy ufać, kiedy cudów nie ma” ks. Jan Twardowski

Kryzys duchowy, nazywany przez św. Jana od Krzyża „ciemną nocą duszy”, to jedna wielka próba wiary. W końcu możemy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy faktycznie miłujemy Boga ze względu na Niego samego czy też pragniemy tylko głębokich poruszeń, odczuwania Jego bliskości i zaspokojenia naszych oczekiwań. Innymi słowy: czy traktujemy Go przedmiotowo jako środek do osiągnięcia naszych celów, czy rzeczywiście Bóg jest dla nas celem samym w sobie. Pamiętam w swoim życiu taki etap, gdy nie miałam jakiejkolwiek siły, by wstać rano z łóżka. Wszystko zdawało się być ciemnością. Kompletnie nie rozumiałam, co się ze mną dzieje. Ja, kobieta sukcesu, której zawsze wszystko wychodziło, nagle stałam się wrakiem człowieka, któremu nic się nie udaję! Zaprosiłam Jezusa do swojego życia, a On najzwyczajniej przemienił je w jakiś dramat! Jeszcze niedawno wierzyłam w potęgę ludzkiego umysłu i bawiłam się w pozytywne myślenie. Teraz czułam, że nie mam wpływu na jakąkolwiek sferę mojego jestestwa. Tak po ludzku, był to najtrudniejszy i najstraszniejszy czas, jaki mi się kiedykolwiek „przytrafił”. Nie mogłam pojąć, dlaczego Bóg do tego dopuszcza. Niby nic takiego się nie dzieje, a ja mam łuski na oczach, które nie pozwalają mi zobaczyć nic, absolutnie nic, dobrego. Całe moje życie zdawało się być tylko złym snem i nie widziałam sensu niczego. Gdy patrzę na to z perspektywy czasu, myślę sobie, że, absurdalnie, było to ogromne doświadczenie Bożej Miłości! Jezus pokazał mi wtedy, że wcale nie kocha mnie za to, co robię, ale za to, kim jestem! Że dla Niego wystarczy tylko to, żebym BYŁA. Nie ważne, czy w pięknej sukience, czy w piżamie. Nie ważne, czy w pełni sił, czy w emocjonalnym dole. Nie ważne, czy podejmującą miliony wyzwań, czy leżącą w łóżku bez nadziei na nic. Dla Niego liczy się przede wszystkim moja obecność, bo jestem Jego Umiłowanym Dzieckiem. Kocha mnie i będzie kochał, nawet, gdy gniję w swoim grobie i cuchnę niczym Łazarz.

Prawdziwa miłość nie ucieka spod Krzyża

Przez długi czas nie mogłam przyjąć tej Miłości. Buntowałam się, krzyczałam, płakałam rzewnymi łzami, rozkazywałam Bogu, że ma zmienić stan, w jakim się znajduję i nie pozwolić mi się tak czuć. W końcu kiedy nie miałam już siły na bunty, powiedziałam: „Dobrze. Jeśli tak ma być, to niech tak będzie. Nie wiem, o co Ci chodzi, Jezu, ale ufam Ci i wiem, że jeżeli dopuszczasz taką ciemność w moim życiu, to robisz to po coś. Dlatego będę przy Tobie trwać mimo wszystko.” I wtedy pomyślałam sobie, że chyba o to Mu chodziło. Bo łatwo iść za Jezusem, kiedy rozdaje ryby i mnoży chleb. Łatwo iść za Jego cudami i uzdrowieniami. Ale wiara to przecież decyzja i wierność wyborowi. Postanowiłam więc być Mu wierna. Nie miałam Mu nic więcej do „dania”, tylko moją obecność i trwanie przy Nim, nawet jeśli moja modlitwa wypływała przez zaciśnięte zęby. Czułam, że Bóg zabrał mi wszystko. Czułam, że duchowo umieram. Ale stwierdziłam, że prawdziwa miłość nie ucieka spod Krzyża. Jeśli mogłam brać udział w chwale Jezusa i doświadczać Jego cudów, to pójdę za Nim dalej – aż na Golgotę.

NIE ZAWSZE TAK BĘDZIE

W mojej pustyni zawsze towarzyszyła mi Wspólnota. Gdyby nie ona, na pewno nie przeżyłabym dobrze tego czasu, o ile w ogóle bym go przeżyła. Nie można skazywać się na samotność. Bóg daje nam ludzi, którzy nas wesprą. Oczywiście nikt za nas tego nie przeżyje, bo to nasza Golgota, jednak Szymon z Cyreny zawsze przynosi ukojenie. Pamiętam słowa mojego kierownika duchowego, które powtarzałam sobie jak mantrę: „Nie zawsze tak będzie!”. To one trzymały mnie przy życiu. I to właśnie we wspólnocie uświadomiłam sobie, że Jezus Zmartwychwstał właśnie wtedy, gdy Apostołowie nie wierzyli już, że coś jeszcze może zmienić się w ich życiu. Tak samo i ja – kiedy nie miałam już nic do stracenia... dostałam wszystko! Ale gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że moje życie będzie wyglądać tak, jak teraz, pewnie bym mu nie uwierzyła. Dziś jestem Panu Bogu wdzięczna za wszelkie trudne chwile, bo wiem, że On pozwala na nie tylko po to, „aby się objawiły sprawy Boże” (J 9,3). A im większa moja słabość, tym bardziej może królować moc Chrystusa.

Kara czy nagroda?

Bóg nie wyprowadza na pustynię wszystkich. Wysyła tam tylko naród wybrany, co do którego ma wielki plan. Im większa Twoja misja, im większa Twa Ziemia Obiecana, tym dłuższą drogę musisz pokonać, by do niej dotrzeć. Ciemnej nocy duszy doświadczyli najwybitniejsi święci. Matka Teresa w swych intymnych listach do spowiednika pisała: „Ciemność jest taka, że naprawdę nic nie widzę ‒ ani umysłem, ani rozumem. - Miejsce Boga w mojej duszy jest puste (…) Jeśli kiedykolwiek będę Świętą, to chyba Świętą od „ciemności”. Matka Teresa nie przeżywała żadnej depresji, nie siedziała i nie patrzyła przed siebie, w oczekiwaniu na cud i uzdrowienie tego stanu rzeczy. Przeciwnie, podjęła decyzję, by zaufać Jezusowi w ciemno i działała na Jego chwałę pomimo tego, co przeżywała. To bardzo ważne, by dobrze przeżyć ten czas. By nie celebrować swojego bólu istnienia i nie pochylać się nad śmiercią, ale by w ufności uwielbiać Boga życia. Ciemna noc duszy jest więc nie karą, a błogosławieństwem i darem. To wielkie wyróżnienie, kiedy możemy odnaleźć w sobie podobieństwo do Chrystusa. A najbardziej jesteśmy do Niego podobni właśnie w naszym Krzyżu – w naszym cierpieniu. Św. Jan od Krzyża nazwał noc duszy „miłosnym zjednoczeniem z Bogiem” pisząc: „O nocy, coś zjednoczyła Miłego z ukochaną (…) ty milsza nad jutrznię różaną!”. O. Stinissen podkreślał „Nie można zapominać o tym, że ci, którzy zaszli aż tak daleko, do nocy ducha, są to ludzie, którzy wszystko postawili na Boga. Sprzedali wszystko, by móc kupić drogocenną perłę. Bóg jest dla nich wszystkim. Stracić Boga znaczy stracić wszystko. Nie istnieje dla nich żadna pocieszająca droga wyjścia, żadna możliwość rekompensaty. Wszystko, co nie jest Bogiem, straciło dla nich jakiekolwiek znaczenie. Kiedy Bóg stał się dla kogoś tak rzeczywisty, że stał się absolutnie jedynym sensem życia, to jest ono prawdziwym piekłem, jeżeli ten Bóg raptem znika”. Jeśli więc nie widzisz słońca, to pozostaje Ci uwierzyć, że kryje się ono za chmurami. Nie znaczy to, że go nie ma. To wielka łaska, że jest Ci dane za nim zatęsknić.

Wierzyć – to znaczy nawet nie pytać, jak długo jeszcze mamy iść po ciemku. ks. Jan Twardowski

Kiedy się to skończy? Na to pytanie zna odpowiedź tylko Ten, który wyprowadził Cię na pustynię. Każdy ma swoją ziemię obiecaną i każdy idzie tam we własnym tempie. Z całą pewnością musi umrzeć cały stary człowiek i tylko od Ciebie zależy, jak szybko zdecydujesz się zaufać Bogu i pozwolisz Mu się przeprowadzić przez ten czas. Nie chodzi tu o bezmyślną uległość i udawanie, że ta duchowa śmierć wcale nie boli. Ale o decyzję, nawet poprzez łzy i krzyk, że tak, Jezu, pozwalam Ci zrobić ze mną wszystko, bo wiem, że mnie kochasz i ufam Ci. Możesz prowadzić mnie przez różne pustkowia i ciemności, a moje serce bać się nie będzie.

Ja i tylko Ja jestem twoim Pocieszycielem (Iz 51,12)

Usłyszałam kiedyś, że gdyby naród wybrany nie szemrał przeciw swemu Bogu i nie stawiał sobie złotych cielców, to nie błąkałby się po pustyni aż przez czterdzieści lat. I wtedy zrozumiałam, że ja sama często stawiam sobie bożków, że ciągle uciekam w jakieś chore relacje, Internet, muzykę, w cokolwiek, byle tylko zagłuszyć tę przerażającą ciszę panującą wokół mnie i ukryć się przed samotnością. W końcu przestałam wyrywać się z uścisku Boga, który przecież prowadzi mnie za rękę. Postanowiłam, że pozwolę tej ciszy trwać i nie będę od niej uciekać. Zrobiłam miejsce na śmierć w moim życiu, byle tylko osiągnąć Zbawienie. Byle tylko pozwolić Jezusowi w tym moim życiu Zmartwychwstać. Zrobiłam Bogu przestrzeń, w której On mógł mówić do mojego serca. Zaczęłam się wsłuchiwać w to, co On ma do powiedzenia. A każde Jego Słowo zaczynało mnie podnosić i przemieniać. Każde Jego Słowo odsuwało kamień mojego grobu. Na obecnym etapie mojego życia duchowego nie mogę powiedzieć, że pustynia to już dla mnie przeszłość. Cały czas idę do mojej ziemi obiecanej. Myślę sobie, że Bóg do końca moich ziemskich dni będzie miał mnie z czego oczyszczać i pustynia będzie powracać. Ale dziś już wiem, że przeprawiam się przez nią nie sama, a z moim Mistrzem. Dzisiaj wiem, że Bóg jest przede wszystkim Dobry. I nawet jeśli przyzwala na duchowe umieranie człowieka, to nigdy nie skazuje go na śmierć bez zmartwychwstania. Pozwalam Mu się prowadzić. Pozwalam Mu rozstępować dla mnie Morze Czerwone. I widzę każdego dnia, jak On przemienia moje życie, jak objawia Swoją chwałę w mojej niemocy. Stawiam małe kroczki i mam niewzruszoną pewność, że On wie, co robi. Zamykam więc oczy i idę, tak, jak polecił mi mój Pan. I wiem, że wstydu nie doznam. A jeśli i Ty jesteś teraz na swojej Golgocie, to życzę Ci, abyś umierał nie sam, ale z Chrystusem. Bo tylko z Nim to wszystko nabiera sensu. I tylko z Nim „sama ciemność nie będzie straszna dla Ciebie, a noc jak dzień zajaśnieje” (Ps 139, 12).

Maria Magdalena Trusiło
artykuł pochodzi z Magazynu Chrześcijańskiego Hbr 4,12

Czytany 9255 razy Ostatnio zmieniany środa, 09 grudzień 2015 11:39
Etykiety
Share this article

Najnowsze od Maria Trusiło

Zaloguj się, by skomentować

STREFA WIDZA

  • VOD - oglądaj
  • Jezus na Stadionie 2015 PROMO
  • Jezus na Stadionie 2015 RETRANSMISJA
  • Kazania, konferencje, nauczania
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, luty 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, luty 2017, Katedra
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, styczeń 2017, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, styczeń 2017,
  Niedziela Uwielbienia, grudzień 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, grudzień 2016,
  Niedziela Uwielbienia, listopad 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania, listopad 2016,
  Niedziela Uwielbienia 13 listopada 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 13 listopada
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Niedziela Uwielbienia 9 października 2016, Katedra warszawsko-praska   Niedziela Uwielbiania 9
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 19 czerwca 2016, Katedra
  Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra warszawsko-praska   Wieczór Chwały 17 kwietnia 2016, Katedra
  • 1
  • 2
  • 3
Top